Site Loader

Kiedy jesteś mamą, jakoś trudno jest znaleźć czas. Czas dla siebie. Może to kwestia organizacji? Może podziału obowiązków, a może osobowości? Fakt jest jednak faktem, jest trudno, prawda? Ja to rozumiem, mam tak samo. A co wtedy, kiedy ktoś chce iść do spa? Sprawy się bardzo komplikują.

Odkrycie roku.

Znalazłam go wczoraj. Znalazłam! Swój karnet do ssspa. Łał. Bedzie szał — myślę sobie. Dostałam go — uwaga — na Gwiazdkę i jakoś właśnie — nie starczyło mi od stycznia czasu, by go zrealizować. Nie miałam często tak zwyczajnie czasu, jak tu u mam bywa, albo po prostu wolałam go spożytkować na leżenie do góry brzuchem o tej uwielbianej przez matki godzinie 21.00. Dziatwa już wtedy prawdopodobnie śpi, a pora dnia daje cudne usprawiedliwienie, by jednak wtedy np. nie odkurzać, żeby nie denerwować sąsiadów, a poza tym jest zwyczajnie ciemno. Po ciemku mniej widać, po co się męczyć dwa razy — zawsze sobie to powtarzam.

Głód.

No więc nie sprzątam i leżę do góry brzuchem. Pustym brzuchem trzeba dodać. Powinnam właściwie udać się do kuchni i zrobić sobie kolację, ale jakoś nie mogę się zmobilizować. Wolę leżeć i słuchać ciszy. Słuchaliście kiedyś ciszy? To piękne doświadczenie. Nic wtedy nie słychać! Oprócz burczącego brzucha… Jeśli się mężczyzna nie zlituje i nie przyniesie kanapki sobie (z której będę mogła troszkę poskubać) lub czegoś smakowitego specjalnie dla mnie, bo zobaczy, że jednak usycham, biedna, w tej ciszy, to pójdę spać bez kolacji! No tak, za karę!

Uschła, bo nie doszła do lodówki. Temat na pierwszą stronę. Wygrało lenistwo — powiedzą wtedy złośliwi lub mocy zabrakło, pożałują inni.

Spa.

Tak więc znalazłam ten karnet do spa. Dzwonię któregoś poranka, bo potem znowu zapomnę i przepadnie z kretesem, a termin realizacji zbliża się wielkimi krokami i nie chce zwolnić. Dzwonię i mówię, że chcę zapisać się na zabieg A i B i C. Pani stara się być miła i mówi, że nie muszę brać ich wszystkich naraz, nie ma pośpiechu, mogę ich odwiedzać w różnych terminach, o rozmaitych porach, a ja na to, że nie, że ja chcę naraz, jednocześnie, wszystko!

Pani skonsternowana — ale dlaczego — pyta nieśmiało.

Bo wie pani — ja nie mam czasu.

Ok, z tym już nie ma co dyskutować, może klientka to akurat wielka bizneswoman, a może pani doktor wiecznie zajęta, a może nauczycielka dająca korepetycje o każdej porze dnia i nocy, albo nawet pani marynarz, co jak w morze wypłynie, to nie wiadomo, kiedy wróci. Nikt nie wpada na to, że to tylko ja — mama. To nic. To nic.

No dobrze, no to trzy zabiegi naraz, to już ustalone. Wymieniam, co mnie interesuje. Pani znów mi przerywa — widzi pani — mówi przepraszająco — ten zabieg to tylko w soboty. Mina mi zrzedła, choć tego w słuchawce nie widać i wizja cudnego relaksu chwyciła gwałtownie za wiosła i odpływa w siną dal. Otóż zbieg tylko w sobotę, bo pani masażystka tylko w sobotę do siebie przyjmuje — tłumaczy mi pani, bo chyba czuje, że będę zaraz mdleć. No dobra, co prawda masażystka to nie marynarz, ale rozumiem. Każdy ma jakiś grafik. Ja też.

Grafik.

Sobota to niby taki dzień tygodnia jak każdy inny, a nawet jak dwa dni tygodnia naraz. Pracy zawsze więcej, wszystko wszędzie wydaje się leżeć bez ładu i rzuca się w oczy, albo spada wprost pod nogi i ciężko koło tego przejść obojętnie. Tak więc sobotę spędzam zwykle na kucaniu. Idę, podnoszę coś z ziemi, idę, przesuwam coś pod ścianę, zakręcam, znów podnoszę, tym razem z kanapy itd., itd. Rozumiecie, w takie dni, to nie ma czasu na dyrdymały.

Czas.

Wie pani — mówię do niej — mam taki zabieg w zanadrzu, więc jeśli jeśli z tego, na którym mi zależało, skorzystać nie mogę, to zapiszę się chętnie na zabieg Y. Pani potakuje, czyli jest szansa, że jednak swój voucher wykorzystam. Umawiamy się, rezerwuję termin i babcię, by się w tym czasie maleństwem zajęła. Kiedy rezerwuję babcię, muszę też zarezerwować dziadka, by babcię w pracy zastąpił. A dziadek musi do lekarza. No i klops. Dzwonię więc do dziadka z pytaniem, kiedy ten lekarz, a dziadek mówi, że… nie wiadomo! Także rozumiecie, sprawa nie jest prosta i za zdaniem — mama nie ma czasu stoi: babcia nie ma czasu lub dziadek nie ma czasu, lub pogoda jest za dobra. Ponieważ kiedy jest dobra pogoda, to dziadek musi kosić trawę, a jak dziadek kosi, to babcia pracuje, a jak babcia pracuje, to nie ma kto zająć się dzieckiem.

A gdzie jest ojciec? — ktoś zapyta. Ojciec w pracy zarabia na huśtawkę do ogrodu. Każdy chce mieć huśtawkę w ogrodzie! Także albo spa, albo huśtawka. Do tego sprowadza się dziś macierzyństwo!

Epilog.

Zapisałam się w końcu do tego spa, bo groźba niewykorzystanego vouchera i straty środków zagroziła małżeństwu piorunująco. Oby więc do terminu wizyty wszyscy byli zdrowi i pogoda dopisała, cokolwiek miałoby to znaczyć.

 

Źródło zdjęcia: https://pixabay.com

Autor: Mama ma moc!

2 Replies to “Spa – wchodzi mama, wychodzi kucyk Pony!”

  1. Hurra – babcia z maleństwem bo dziadek wolny { nie kosi i nie u lekarza } więc może sobie troszkę popracować a super tatuś na huśtawkę zarobi. Tak działa bezbłędna domowa logistyka.
    Serdecznie pozdrawiam , duża buźka 🙂
    T.

  2. Zazdroszczę takiego karnetu do spa 🙂 Sama z chęcią bym się wybrała. Ale tak jak już napisałaś, bardzo często nie ma na to po prostu czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *