Matka i motocykl

Mówi się, że macierzyństwo to wyzbycie się egoizmu, ale czy to znaczy, że również i marzeń?

Wyzwania.

Kiedy inni planują życiowe podróże, motocyklowe wyjazdy czy wspinaczkowe wyzwania, dla mnie często największym wyzwaniem jest przetrwanie całego dnia. I to nie w Andach. Albo ugotowanie, obiadu, którym nikt mnie nie opluje. Albo bycie miłym dla wszystkich przez te dwanaście godzin, albo wytłumaczenie dziecku, dlaczego nie może czegoś zrobić, chociaż to właśnie wydaje się aktualnie jedynym celem jego egzystencji!

Odpowiedzialność.

Planowałam kiedyś dalekie podróże. Wsiadałam w pociąg, kiedy chciałam. Byłam kapitanem sterem, okrętem, a nawet rakietą, jedyną osobą, która mogła decydować lub nie decydować o tym, co dalej, jaki kolejny krok, co za rogiem, z kim i dlaczego właśnie tak. Co się zmieniło? Odpowiedzialność. Bo teraz nie jestem odpowiedzialna tylko za siebie, lecz i za pisklaki. I za swoje decyzje.

Chociaż maluchy już nieco odrosły od ziemi i nie trzeba im robaczków do dziubków podawać, to wymagają ode mnie… Sami wiecie czego… tony wszystkiego, galonów mleka, worków cierpliwości, całych przestrzeni każdego maleńkiego duperelka, który akurat wtedy jest najważniejszy i bez którego nie przestają na przykład płakać! Dniem i nocą. Na śmierć i życie! Różowa gąbka! Zagubiona książeczka! But! Co jeszcze? Wszystko zawsze i wszędzie jest ważniejsze. Ode mnie.

Tak myśli wiele Mam. Tak wybrałam, tak mam. I nie mogą już tak po prostu wsiąść do samolotu i powiedzieć: ahoj przygodo! Teraz polecę na rok do Stanów i będę studiować! Bo przecież byłabym w tym świetna! Bo mam potencjał! Bo świat na mnie czeka! No więc nie, świat nie poczeka. Choćbyś miała potencjał stu geniuszów jednocześnie. Nie tupną nogą i nie powiedzą: hej wy tam, wy tu, czas na mnie, czuję, że to jest mój czas, lecę sprawdzić siebie, lecę rozwijać skrzydła, lecę, bo chcę tak, jak w tej piosence Wilków.

Ja nie polecę. Ani nawet nie pojadę. Pojechać to ja sobie mogę — do Łukęcina. Wiecie, gdzie jest Łukęcin? No właśnie. Mimo wszystko mam nadzieję, że wam się podobało, jeśli przypadkiem tam byliście. Ja spędzę wakacje zastanawiając się, czy jutro będzie słonko, czy w pobliżu można kupić lody i czy w pokoju będzie mikrofalówka, żeby podgrzać mleko. To są sprawy, od których zależy świat. Bo wierzcie mi, jeśli mleko będzie zimne, to nikt w Łukęcinie nie zmruży oka. Świat się zawali, a ja z nim, bo przecież sama na zgliszczach stać nie będę. Szkoda zgliszcz.

Marzenia.

I to nie jest tak, że mama komuś zazdrości… Serio — nie, przynajmniej nie zawsze. Czasem bywa jednak tak, że te kotłujące się uczucia są jak zupa z trzeciego dnia z garnka w polne kwiaty, zupa z zazdrości i żalu. Czasem przypala się zazdrość, czasem żal.  Te mamy brodzące w tej niekiedy gęstej brei codzienności (o przepraszam czasem pachnącej rajem lazurowej przyjemności!), zastanawiają się czasem nad tym i owym. Czy im jest danego dnia dobrze czy źle. Zastanawiają się i czasem czują żal, bo nie można mieć podobno wszystkiego. Nie można tłuc się motocyklem po Afganistanie ani skakać ze spadochronem w Brazylii i jednocześnie całować dzieci na dobranoc. Chyba że dzieci będą z matką. Czy wtedy jednak matka będzie skakać? Czy grzać mleko?

Decyzja.

To jednak jak spojrzymy na dzieci, zależy od nas samych i od tego, na co sobie pozwolimy.

Dzieci są moim amuletem. Dają mi siłę, której nie wykrzesam ani z żalu, ani z zimnego mleka. I jeśli tylko będę chciała, to sobie zupełnie wyjątkowe i niesamowite doznania zorganizuję.

Pytanie jest jedno. Czy naprawdę tego chcę?

K.

O marzeniach i ambicjach mamy przeczytasz też tu:

Marzenia i ambicje Mamy.

O szansach i możliwościach, przeczytasz tutaj:

Nowy rok, nowe możliwości. Czy dla matki również znajdzie się czas i przestrzeń na coś nowego?

Źródło zdjęcia: pixabay.com

Dodaj komentarz