Co naprawdę robią matki z zabawkami i słodyczami, które dostają ich dzieci?

Co naprawdę robią matki z zabawkami i słodyczami, które dostają ich dzieci?
Same wiecie, jesteście matkami!


Na tym mogłabym zakończyć ten tekst, ale przekornie powiem wszystkim, którzy jeszcze nie wiedzą, co dzieje się z tonami kolejnych, zbędnych zabawek, pluszaków, i słodkości, linderków, lilaczków, lamb i innych podwyższających cukier dziecku i ciśnienie matce wspaniałości.

Przychodzi babcia do…

Dobra, nie będę taka, ta sprawa nie dotyczy tylko babć!

Przychodzą więc w odwiedziny znajomi, a zanim przyjdą, rozmyślają — głupio tak przyjść z pustymi rękami do dziecka… No to może coś mu kupimy… ale to jeszcze nie na ten wiek, tamto nie, bo może już ma, a to za drogie, no to może nic? Jednak z nic nie wypada przyjść, no to coś słodkiego? Tak! To może linderki, bo podobno to słodycze specjalnie dla dzieci, a więc nikt nie powinien mieć nic przeciwko, a może lilaczka, bo dzieci wtedy grzecznie siedzą i jest chwila spokoju, a może lambę, bo to zawsze lepiej niż jakiś okropny batonik! I potem pewna mama z uśmiechem wita gości, a z piorunami w oczach słodkie prezenty. Aby zachować pozytywne relacje i dobre towarzyskie wibracje, po jedynym lukiereczku pozwala sobie maluchom wziąć, a resztę chowamy, na później, na po obiedzie, na wieczne nigdy nigdy!

A kiedy przychodzi czas zajączka, to ilość jajek, jakie dostają dzieci, to więcej niż by zniosło sto kur w jeden dzień! Dobrych kur! Niosek! A czasem w jednym jajku dwa żółtka!

A urodziny… Każdy przychodzi z czekoladą, no bo jak to tak bez słodyczy… niekompletny, ubogi prezent bez tego, a dziecko zawsze pyta, czy jest dla niego coś słodkiego.

Walka z wiatrakami.

Można tłumaczyć, prosić, edukować i dalej nic.

Rozmyślam więc nad tym nieustannie. Co jest złego w gorzkiej czekoladzie? Lilaki, linderki i cukier w torebce, to przecież to samo. Poproszę więc skromnie, by następnym razem przynieść mi kilogram cukru, to chociaż będzie co dodać do ciasta.

Nadmiar i mnogość.

A co się dzieje, kiedy namnożyło się już tych słodyczy w domu? Rodzice zajmują się nimi sami. Dla niektórych z nich może to być dość trudne, bo może ze słodyczy najbardziej lubią stek, ale co zrobić. Psu przecież nie dadzą, bo nie może! Dzieci to co innego, im można dać, bo co może im się stać?

Z nadmiarem słodkości można też zawsze podzielić się z koleżanką w chwilach trudnych, momentach bólu istnienia, czy innego poważnego stanu uczuciowego. Na własną dorosłą odpowiedzialność. Pójdzie jej w bioderka, w paznokcie albo we włosy, zależy od typu.

A co z zabawkami?

Urodziny, Gwiazdka? Każdy chce coś dać, każda babcia, każdy dziadek, chrzestni i sąsiedzi! Może nawet pan kominiarz? Trochę się rozpędziłam?

Ale! Czy nie można złożyć się na jeden prezent ? Nie mówię, że to ma być zaraz rower niczym z komunii lub zegarek ze złotą bransoletą? A lalkę z łóżeczkiem smoczkiem zmianą pieluch i trzema śliniaczkami w zestawie? A drewniane klocki? A książki? Fajne, mądre, pięknie wydane. Takie, do których można wpisać dedykację? Zostanie ta książka z tym dzieckiem na zawsze. I to wspomnienie i te emocje.

Krótki koniec.

Kiedy stos zabawek się jednak pod dachem pojawi, to co? To prezent numer jeden, dwa lub i trzy, dziecko dostaje, a piąty i dziesiąty ląduje pod łóżkiem i czeka do następnej Gwiazdki, bo wtedy chrześniak akurat będzie w tym wieku. A.. To rozumiem, że teraz wszyscy będą przychodzić pół godziny wcześniej?

Szkoda dzieci.

Szkoda dzieci, szkoda zabijać ich kreatywność, szkoda wydawać te pieniądze na coś, co będzie się tylko kurzyć. Każda mama wie, że maluch ma swoją jedną, no dwie ulubione maskotki, naprawdę nie śpi ze wszystkimi, które dostaje.

Dziecko często dziś, tak jak i kiedyś lubi siedzieć sobie na podłodze w kuchni obok mamy. W rączkach ma dwie drewniane łyżki, a między nogami garnek. I niekiedy też sitko na głowie! Dzieci od pokoleń znajdują sobie zabawki same, bawią się nimi świetnie, rozwijają kreatywność, odkrywają nowe możliwości.

Czy to nie lepsze niż kolejny pluszak z lilakiem?

2 Replies to “Co naprawdę robią matki z zabawkami i słodyczami, które dostają ich dzieci?”

  1. A ja byłam tym dzieckiem, które spało z każdą maskotką po kolei, żeby żadnej nie było smutno 😉 A moja córka jeszcze nie dostała prezentu nietrafionego, bawi się wszystkimi zabawkami jakie ma po trochu, słodycze też jada tak jak ja w jej wieku

    1. No to gratulacje dla Was:) Wygląda na to,że czasem można naprawdę fajnie się zorganizować i prezenty nie leżą gdzieś na dnie szafy <3

Dodaj komentarz