Site Loader

W planie siódmej klasy pojawiła się wycieczka. Nie mogliśmy się doczekać, kiedy pojedziemy w góry, kiedy będziemy mieli luz i swobodę, kiedy zrobimy sobie ognisko, a noc spędzimy na graniu w karty i opowiadaniu sobie o tym, co jest dla nas najważniejsze. O tym, kogo lubimy, kto nam się podoba, co znowu zrobiła Lena z 7a i dlaczego trzech chłopaków z naszej klasy zamyka się czasem w szkolnej toalecie i nikogo nie chcą wtedy do siebie wpuścić. Ta ostatnia sprawa nurtowała nas już od dłuższego czasu.

Przyszedł w końcu dzień wyjazdu. Zapakowaliśmy się do autokaru i pojechaliśmy na dwa dni z klasą w góry. Pogoda była piękna, wszystko było tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W dzień poszliśmy na wędrówkę, pod wieczór było ognisko i pieczone kiełbaski. Pojechał też z nami pan od historii, który pięknie grał na gitarze. Miała do niego słabość połowa szkoły, głównie oczywiście chodzi mi o dziewczyny. O 22.00 wysłano nas do pokoi, bo przecież od wieków jest tak, że ta godzina jest godziną ciszy nocnej. Oczywiście ciszy nie zachowałyśmy. Rozpoczęła się wtedy najciekawsza część dnia, a właściwie już nocy. Opowiadałyśmy sobie rozmaite historie i nowiny.

Troska.

Lena zrobiła sobie kolczyk w brzuchu. To był hit. Dla Was nie? Dla mnie to był zdecydowanie hit, ponieważ nie mogłam sobie wyobrazić, jak można narażać się na ból tylko po to, żeby przyczepić sobie gdzieś jakąś ozdobę. Nie lubię widoku krwi, nie mam nawet przekłutych uszu. Kiedy mając 4 lata, zdarłam kolano, ucząc się jazdy na rowerze, to był największy dramat, jaki mógłby mi się przydarzyć. Na szczęście mama była zawsze bardzo czuła i troskliwa, nie śmiała się ze mnie, kiedy upadałam, pomagała mi wstać, ocierała łzy i przyklejała najpiękniejsze plasterki, jakie tylko udało jej się znaleźć w aptece. Pamiętam nawet, że często robiła mi zdjęcia z tymi plasterkami. Raz był z Kopciuszkiem, raz z Vaianą, a kiedy indziej z Kubusiem Puchatkiem. Zawsze bardzo lubiłam Kubusia. Oglądałyśmy potem te zdjęcia w telefonie. Pokazywała mi i tłumaczyła, jak jestem odważna, że wciąż wsiadam na rowerek mimo upadków, a strupki, które potem miałam na kolanach, świadczą o tym, że uczę się nowych rzeczy i mam przygody. Kiedy o tym teraz myślę, czuję, że mam naprawdę super mamę.

Tajemnica.

Wracając do wycieczki, oprócz o kolczyku Leny rozmawiałyśmy też o tym, że do równoległej klasy przyszedł nowy chłopak. Anka opowiadała o nim w kółko. Dla nas wszystkich jasne było to, że bardzo jej się podoba. Nic w tym złego, choć niektóre dziewczyny trochę się z niej śmiały. Takie są przecież nastolatki. Plotkują o koleżankach i kolegach, o tym, co dzieje się w szkole i poza nią, o tym, kto kogo lubi, kto kogo wkurzył i dlaczego nie można wyjść za mąż za nauczyciela. Bo Julka bardzo by chciała! No ale to przecież niemożliwe.


Nagle Olka przypomniała sobie o tym, że Bartek, Franek i Michał dostali ostatnio naganę, za to, że po raz setny, jak to powiedziała nasza pani od matmy, spóźnili się na jej lekcję. Tym sposobem doszłyśmy do tego, co nurtowało wiele z nas. Wszyscy trzej spóźniali się notorycznie na matematykę i inne lekcje. Długo dyskutowałyśmy o tym, co można robić w trójkę w szkolnej łazience. Co było takie interesujące, że musieli się tam zamykać? W którymś momencie Olka wymyśliła, że na pewno grają w gry na telefonie.

Telefony.

Telefony były w szkole zabronione, ale zdarzało się, że jakiś uczeń nie oddał swojego i nosił w kieszeni. Zamykanie się w łazience wydawałoby się wtedy całkiem logiczne, bo przecież, gdyby ktoś ich nakrył z tym telefonem, to by była straszna awantura. Telefon zostałby skonfiskowany i pewnie dyrekcja wezwałaby rodziców na rozmowę. Sprawa telefonów komórkowych była w ostatnich latach bardzo ważna dla wszystkich, głównie dorosłych. Wszyscy nam tłumaczyli, że to dla naszego dobra, że nie można zabierać ze sobą telefonu wszędzie, że kiedyś w ogóle nikt ich nie posiadał, a teraz większość dorosłych nie może się bez nich obejść. Gdy mówiono o czasach, kiedy telefonów komórkowych nie używano, chodziło o lata dziewięćdziesiąte. To bardzo stare czasy, nikt z mojej klasy nie wie dokładnie, co się wtedy działo. To były lata, kiedy nasi rodzice byli bardzo młodzi, niektórzy chodzi wtedy nawet jeszcze do szkoły. To podejście do telefonów skutkowało właśnie tym, że w szkole zabroniono używać komórek. Mnie to nie przeszkadzało. Od dziecka telefon komórkowy miała tylko mama i tata. Ja nigdy i wcale mi się do tego nie spieszyło. Czasem tylko mama pokazywała mi na nim zdjęcia lub filmiki.

Pudełka wspomnień.

Miała ich mnóstwo. Niektóre bardzo stare. Uwielbiałam je oglądać. To były takie pudełka wspomnień. Na jednym jadłam z mamą lody na wakacjach nad morzem. Na innym biegałam po łące z moją kuzynką. To musiała być świetna zabawa. Nasze buzie były całe w czekoladzie, bo chwilę wcześniej odkryłyśmy babciny schowek na słodycze. Wyjadałyśmy cukierki, aż nas nie nakryła i ze śmiechem nie wygoniła znowu na dwór. Mama zrobiła nam wtedy zdjęcie. Dwie brudne czekoladowe i uśmiechnięte buzie.

Autor: Mama ma moc!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *