Calineczka – historia prawdziwa

Pewna samotna kobieta pragnęła mieć dziecko, ale nie wiedziała jak. Tak zaczyna się ta baśń. Smutek, cierpienie i marzenie, które się w końcu jednak spełnia.

Czarownica daje kobiecie ziarenko, z którego powstaje kwiat, a z niego maleńka dziewczynka, śliczna i krucha laleczka — Calineczka — jak żywa zabawka. Często tak jest, że ludzie, którzy nie potrafią zbudować satysfakcjonujących relacji, bardzo pragną mieć kogoś do kochania. Kogoś mniejszego od siebie, zależnego i decydują się na dziecko, które ma wypełnić ich życie miłością.
Calineczka to rodzaj zabawki. Nie rodzi się jak inne dzieci, powstaje z kwiatu. Nie jest trudna, wymagająca, nie wywraca świata matki do góry nogami. Jest cicha, uśmiechnięta i tak urocza, że można się nią tylko zachwycać. Śpi w łupinie orzecha, pływa na listku po talerzu z wodą. Jest idealna i bez zarzutu. Takie Calineczki można często znaleźć w rodzinach dysfunkcyjnych np. alkoholowych. Tam potrzeby dzieci nie są zaspokajane, nie są ważne. Dzieci cierpią i tylko dzięki temu, że wchodzą w rolę maskotki, zyskują prawo do bycia. Bawią, rozładowują napięcie, łagodzą konflikty, odciągają uwagę od faktycznych rodzinnych problemów, zyskują poczucie, że są wyjątkowe, a dla rodziców stają się widoczne i ważne, a to dla nich liczy się najbardziej. Bardzo wiele dzieci staje się takimi maskotkami, a rodziców cieszy takie dziecko. To przecież bardzo przyjemne móc pochwalić się taką udaną pociechą i przy tym pośrednio też sobą. Nasz maluch jest świetny, a nasze metody wychowawcze najlepsze. A kiedy nie można się dzieckiem pochwalić, można je poniżać i się nad nim znęcać.  Wtedy pojawia się syndrom brzydkiego kaczątka, który tak samo powoduje, że dziecko staje się widoczne i ważne dla rodziny. Jedynie droga do bycia zauważonym jest inna.

Calineczka od początku odcięta była od świata cielesnego. Narodziła się przecież z kwiatu i razu była panienką, do tego całkiem aseksualną. Jedna z teorii głosi, że taka aseksualna, cudna dziewczyna była ideałem kobiecości samego Andersena, który był impotentem. Calineczka to więc symbol kobiecości infantylnej, niedojrzały mężczyzna może się przy takiej kobiecie poczuć silny i mądry. Tym razem Calineczka staje się więc maskotką dla mężczyzn. Przyciąga samych niedojrzałych i słabych samców, dla których taka żona to skarb – nobilitacja. Każdy jej pragnie. Jako pierwszy pojawia się mamisynek — ropuch, potem chrabąszcz polegający na zdaniu innych i ślepy kret, który nie umie wyrażać uczuć.

Taką delikatną dziewczynkę wszyscy chcą nosić na rękach, a ona na to pozwala, bo wtedy jest bezpiecznie. Płynie z prądem życia i jedyne co musi robić, to godzić się na towarzystwo nieciekawych ropuch, chrabąszczy i kretów. Nie jest szczęśliwa, ale nie wie jeszcze, jak można żyć inaczej. Ukrywa swoje uczucia, nikogo nie chce zmartwić czy zranić. Postanawia wyjść za mąż kreta, tylko dlatego, że nie chce urazić polnej myszy, która była dla niej tak dobra.

Calineczka jest bierna i poddaje się losowi. Nie wie, na co ją stać, czego może dokonać i czy poradziłaby sobie sama. Przychodzi jednak moment, kiedy może to sprawdzić i czegoś się o sobie nauczyć. Kiedy chrząszcz odrzuca Calineczkę, ona zaczyna radzić sobie sama. Chowa się pod listkiem, żywi się kroplami rosy, a kiedy przychodzi zima, bierze sprawy w swoje ręce i szuka dla siebie ratunku. Znajduje norę myszy, która chętnie ją przygarnia. Niestety czeka tu na nią kolejna pułapka, ponieważ dobra mysz pragnie wydać ją za kreta. Na szczęście dzieje się coś nieoczekiwanego. Calineczka znajduje zmarzniętą w podziemnym korytarzu jaskółkę i wbrew temu co sądzi kret, wierzy, że może ją uratować. Zaczyna dostrzegać, że może zająć się kimś większym od siebie, że umie zrobić coś ważnego bez niczyjej pomocy. Jaskółkę można rozumieć jako symbol zamarzniętych, zapomnianych części samego siebie, którymi trzeba się zająć i zaakceptować, by dokonała się jakaś zmiana. Jaskółka jest też sprzymierzeńcem, który z wdzięczności za okazaną dobroć chce ją zabrać ze sobą na powierzchnię ziemi. Calineczka nie jest jeszcze wtedy gotowa do zmiany, nie chce robić przykrości myszy. Inni wciąż są od niej ważniejsi. Musi dojrzeć. Kiedy to się dzieje, zmiana dokonuje się jakby sama, a gdy jaskółka wraca, dziewczyna jest gotowa zaryzykować i wraz z nią odlecieć. Wie już, że może sama o sobie decydować i że da sobie radę. Ważne jest też to, że nikt nie zauważa, że Calineczka opiekuje się jaskółką. Nie trzeba ciągle słuchać tego, co mówią inni, bo nikt oprócz nas nie wie, jakie są nasze prawdziwie potrzeby. Każdy musi zadbać o nie sam.

Calineczka dociera do królestwa kwiatów, gdzie wszystko jest takie, jakie powinno. Tam nie jest już maskotką, najmniejszą ze wszystkich, kruchą i cudowną. Wszystkie elfy są przecież malutkie i piękne. Pojawia się też mężczyzna, który nie musi nic nikomu udowadniać. To świat, w którym Calineczka czuje się dobrze, bo do niego pasuje.

Calineczka to baśń o szukaniu drogi do siebie, o tym, że aby przestać płynąć z prądem trzeba zaryzykować. Czasem trzeba narazić się na cierpienie, by zyskać wiedzę o sobie i trafić tam, gdzie się pasuje. Dojrzewanie jest trudne i długotrwałe, a kiedy nadchodzi właściwa pora, zmiana dokonuje się sama i daje odwagę na nowe życie.

Artykuł napisany w oparciu o rozmowę Tatiany Cichockiej z Katarzyną Miller.

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

4 komentarzy

  1. Zrujnowałaś moją ulubioną bajkę z dzieciństwa 😉 A tak serio jestem pod wrażeniem. W połowie zaczęłam się martwić co z księciem, który pojawia się na końcu, ale ufff… ten chociaż był ok. Świetny post.

    1. Mama ma moc! says: Odpowiedz

      A to pech! nie chciałam niczego rujnować 😀 ale może dobrze, że teraz historia Calineczki jest jasna i klarowna 😉 Książę jest w porządku – na szczęście dla nas i Calineczki 😉 Cieszę się, że post się spodobał – kolejne bajki czekają na rozbiórkę!

  2. Nie wiedziałam, że ta bajka kryje w sobie tyle mądrości! Bardzo ciekawe i obrazowe. Podoba mi się fragment o tym, że nikt nie zauwaza, że Calineczka opiekuje się jaskółka. To takie ważne!

    1. Mama ma moc! says: Odpowiedz

      Dzięki Magda! Też tak uważam – warto zajmować się swoimi kawałkami i nie patrzeć na innych, w końcu jeśli sami się nie uratujemy, nikt tego za nas nie zrobi 🙂

Dodaj komentarz