Chyba najdziwniejszy wpis przedświąteczny

Jestem beznadziejną matką! Beznadziejną. Nieznośną do tego i wątpiącą. W to, co widzę, czego nie widzę. W siebie, w inne matki.

Boli mnie, gdy dzieci płaczą. Boli mnie, gdy ktoś na dzieci krzyczy. Nie: „zejdź, bo spadniesz!”, ani nie: „wracaj tu szybko, bo tam jeżdżą auta”. Zaglądam w te dziecięce oczy zlęknione i mam ochotę stanąć w ich obronie. Świat jest trudny, bywa okrutny. Okrutni potrafią być ludzie, czas zły, los przypadkowy. A dzieci? Dzieci potrafią wyprowadzić człowieka z równowagi jak nic innego i nikt inny. Wiadomo. Są też jednocześnie najbardziej kochane, najmocniej ufające i zależne od nas, dorosłych. To też wiadomo. Kiedy moje płaczą, mówię sobie — jestem fatalna. Kiedy robię coś „za nie”, bo tak ładnie proszą, myślę — ale ze mnie fujara, robią ze mną, co chcą. To niewychowawcze i znów pcha mi się na usta słowo na „f”. Każdego wieczoru dokonuję więc analizy — tu byłam za ostra, tam niepotrzebnie poniosły mnie nerwy, tu mogłam bardziej, tam mniej. I łamię sobie głowę, jak to, czy tamto zrobić następnym razem, co zmienić, jak się zachować. Wychowywanie dzieci to niełatwa sprawa. Trzeba je uczyć, pokazywać, co jest dobre, co złe, wpajać zasady czy normy, aby poradziły sobie w przyszłości. Nie można ochraniać ich przed wszystkimi przykrymi emocjami. Uczmy jednak, nie raniąc. Wiele jest trudnych sytuacji w naszej rodzicielskiej codzienności i właśnie wtedy, kiedy jest tak trudno, można po prostu na chwilę wyjść, odetchnąć, przekazać obowiązki komuś innemu (gdy jest komu), przytulić, bo jak pisałam tu , to zawsze pomaga.
Przytulenie. Ten prosty gest naprawdę wiele zmienia. Perspektywę, emocje. Z sytuacji machającego z góry placem rodzica schodzimy do poziomu dziecka. Nie ma już walczących, przeciwnych stron. Jest za to sytuacja, która obie strony boli, denerwuje, osłabia.
Widziałam kiedyś matkę, która bardzo intensywnie machała tym palcem w stronę swojego dziecka. Nie było słychać krzyku, ale nie było też szacunku. Brak szacunku osłabia więź. Nie osłabiajmy jej. Nie warto.
A co jeśli nie udało nam się „pokojowo” rozwiązać sytuacji? Rozmawiajmy, bądźmy z dziećmi blisko, przepraszajmy, kiedy trzeba. Kochajmy bez krzyku.
Może to i dziwny temat jak na okres przedświąteczny, ale właśnie teraz, kiedy jesteśmy tacy zajęci, kiedy mamy tyle spraw i na nic czasu pilnujmy się jeszcze bardziej. By nie ranić naszych maluchów. Odpuśćmy może trochę. Im, sobie. Nie wszystko przecież musi być na tip top. Może być na tup tup czy na tip tap. U nas na pewno nie będzie na tip top, ale będzie z szacunkiem i z miłością.

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

4 Replies to “Chyba najdziwniejszy wpis przedświąteczny”

  1. Mamo-Kasiu – to faktycznie jest nieziemski blog! Jestem tu po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni 😉 cudowne jest nie tylko to, CO piszesz, ale rowniez JAK;-) czekam na więcej!

    1. Dziękuję bardzo i cieszę się niezmiernie 🙂 Zapraszam Cię do zapisania się na newslettera. W ten sposób nie przegapisz żadnego wpisu. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

  2. To jest bardzo osobisty wpis – wzruszający. Obserwując Ciebie i Twoją trzódkę ( troszkę z boku ) uważam że idziesz dobrą drogą. Wszystko będzie ok . 🙂

    1. Dziękuję! 🙂 W takim razie będę nią podążać dalej 🙂

Dodaj komentarz