Co może pomóc mamie po nieprzespanej nocy?

Zarwana noc. Która mama, rodzic tego nie zna? Nie zgadniecie jednak, co wpadło mi dzisiaj w ręce, kiedy poczłapałam o poranku do łazienki, żeby zmyć jakoś tą szarą pogniecioną twarz.

Próbka kremu rozświetlającego spojrzenie! O ironio! Jednak co mi szkodzi spróbować? Smaruję raz, przeglądam się. Nic lepiej to (ja, twarz, spojrzenie) nie wygląda. Drugi raz… trochę zaczynam się świecić. Trzeci raz zostawiam sobie na później. Może blask pojawia się po jakimś czasie? Karmię małą, porządkuję kuchnię, sypialnię, korytarz, ponownie kuchnię… Nie pojmuję tego, jak szybko znowu się robi bałagan! Wpadam do łazienki, a tam wciąż leży ten krem. Prześladuje mnie cały długi dzień. Za każdym razem, gdy wchodzę, po prostu rzuca mi się w oczy. Bezczelnie! Kusząco… Przypomina o sobie, spadając na ziemię. Śmieje się, jakby mówił:

zapraszam

Potem nęci:

chodź! Do trzech razy sztuka!

Ja jednak nie daję się skusić, jestem obrażona. Powinien uratować mnie, moje oczy, cały mój dzień! Mogłabym mieć wypoczętą, zdrową i rozświetloną twarz, ale nic z tego. Do tego mam dziwne przeczucie, że tylko kobiety, które śpią snem długim i nieprzerwanym mogą go używać. Wtedy ich spojrzenie jest jeszcze bardziej rozświetlone niż po spokojnej i relaksującej nocy. To oczywista zasługa kremu! Te mikroelementy, witaminki, pyłki i bąbelki. Jestem już nie tylko obrażona, ale i zrezygnowana. Chyba posmaruję sobie twarz balsamem do ciała, albo lepiej kremem do stóp. Moja skóra będzie pachniała egzotycznym i zapewne o rozświetlającym działaniu aloesem! Ryzyk fizyk!

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

Dodaj komentarz