Co robić, by nasza więź z dzieckiem była mocna i bezpieczna?

Zastanawiałam się, jak podejść do tego tematu. Kiedyś napisałam tekst o tym, co mnie ratuje przed psuciem więzi z dzieckiem . Wierzcie mi — często zadaję sobie pytanie, o którym tam wspominam. Sprawa jest jednak dużo bardziej złożona.

Oto kilka rzeczy, o których musimy pamiętać. Pewnie — nie zawsze się wszystko da od razu i wszędzie wcielić w życie, ale warto mieć świadomość, że dzieci są małe tylko raz, potrzebują nas tylko w określonym czasie swego życia i mamy tylko jedną szansę, na to, by nasze więzi rodzinne były mocne, pełne ciepła, po prostu dobre. Koniec chlipania, zabieramy się do pracy!

1. Poświęćmy swój czas! Na początek coś z grubej rury i z wykrzyknikiem. To przerażające, jak wielu z nas tego czasu dzieciom skąpi. I to niekoniecznie naumyślnie. Dzieci przychodzą, bo chcą coś opowiedzieć, bo chcą zapytać, przytulić się, wyciszyć, albo poszaleć, może poważnie porozmawiać, może coś je trapi, może coś boli, denerwuje? Gdy nie słuchamy, nie dziwmy się potem nagłym wybuchom złości, agresji czy tego, że dzieci rezygnują. Każdemu kończy się czasem cierpliwość, niekiedy nie kończy się wiara, ale kto wie, jak będzie w tym akurat przypadku?

2. Przychodźmy do dziecka, pytajmy i chciejmy być blisko. Ja wiem, to absurdalne myśleć, że są tacy, którzy blisko z dziećmi być nie chcą, ale z różnych powodów i tak się zdarza. Decydują o tym względy rodzinne, historia, doświadczenia. Może boją się bliskości, może myślą, że dziecko jest już na to za duże, może sądzą, że już wystarczy. Serio — wystarczy? Wam kiedyś wystarczy kontaktu z ukochaną osobą?

3. Sprawmy, by dzieci czuły się ważne. Łączy się to trochę z wcześniejszymi punktami — jasne, ale chodzi mi tutaj o pytanie ich o zdanie, opinię. Liczenie się z ich punktem widzenia. Pytał Was ktoś, gdy byliście mali o zdanie? Może fajne to było, a może fajnie by było. Nikt nie lubi, jak się mu coś narzuca, albo zapomina, że może mieć inny pogląd na jakąś sprawę. Czasem wystarczy wysłuchać, co na dany temat chcą nam dzieci powiedzieć. Spróbujcie.

4. Doceniajmy. No tak, niby proste, ale niezbyt częste. Doceniajmy wysiłek, włożoną pracę, nie tylko rezultat. Wam wyszło wszystko od razu? Dzieciom rosną skrzydła, gdy je doceniamy, chwalimy, wspieramy. Rozumiemy ich starania, ich drogę, ich wybory. Zresztą — mnie też! Wam nie?

5. Zrozummy w końcu — dzieci to dzieci, uczą się dopiero rozpoznawać swoje emocje, radzić sobie z nimi, oswajają świat uczuć. Gdy mówimy do nich coś w stylu: „kontroluj swoje emocje” – naprawdę myślicie, że to im pomaga? Albo, że umieją to zrobić? Szczególnie w sytuacjach wzburzenia, żalu czy pisków radości? No, chyba że chcecie, by część emocji zepchnęły w głąb siebie, by Wam było wygodniej albo szybciej, albo lżej. Co kto woli.

Kto powiedział, że wychowanie dzieci jest łatwe? Sorry amory… Musiał coś zdrowo pokręcić. Łatwe nie jest, ale może prowadzić do pięknej, silnej więzi na całe życie. A na koniec perełka!

6. Nie obrażajmy się na swoje dzieci. To dzieci. Zasada ząb za ząb, to kiepska zasada w przypadku budowania więzi. Jedna z najgorszych.

Koniec pieśni. Jeśli się komuś ten tekst przyda — super! Poproszę o kciuka w górę — przypominam punkt 4 :) Dziękuję!

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

10 komentarzy

  1. Mamą co prawda nie jestem, ale teraz bardzo pozytywny! 🙂

    1. *post bardzo pozytywny! 🙂

      1. Jak dobrze to słyszeć! 🙂 Dziękuję!

    2. 🙂

  2. Szukam i szukam i nie widzę like it na FB (tylko udostępnij). Ale weszłam w końcu na stronę na FB. I dałam 🙂

    1. Dziękuję! 🙂

      1. Teraz już jestem Twoją fanką na FB 🙂

        1. Super! Cieszę się, że blog przypadł Ci do gustu 🙂 Ja jestem Twoją również!

  3. Jako siodme przykazanie…..dbaj o rownowage w tym, co dajesz dzieciom i tym, co dajesz sobie. Jednym slowem: badz dla siebie dobra i o sobie nie zapominaj. Amen.

    1. Masz rację! Jak czerpać z siebie kiedy nie ma zasobów? Dbać trzeba o siebie koniecznie!

Dodaj komentarz