Jak być matką, kiedy nic nie wolno?!

Ostatnio dużo pisałam o tym, czego nie powinniśmy jako rodzice robić w stosunku do naszych dzieci. Trochę się tego nazbierało.

Czego to właściwie nie wolno? Nie wolno nosić za dużo na rękach. Nie wolno dawać smoczka. Nie wolno z dzieckiem spać ani za często karmić. Nie wolno się nad dzieckiem rozczulać. Nie wolno bić, ale krzyczeć też nie wolno. Nie wolno zostawiać dzieci samych, gdy się złoszczą, nie wolno ciągnąć za ucho. Nie wolno pobłażać, stawiać za wysokich wymagań. Nie wolno za często chwalić. Nie wolno też ignorować ani milczeć, ani zawstydzać, ani porównywać (o tym, chyba jeszcze nie pisałam, ale jakby zakazów było mało, tego też nie wolno). Ciśnie się na usta jedno pytanie — jak żyć? Jak wychowywać? Co właściwie robić? Bo aż strach robić cokolwiek, kiedy tyle tu zasad i ograniczeń! Jak być dobrą mamą? Czy ktoś to w ogóle wie?

Na pewno każda z Was ma swoją odpowiedź na to pytanie. Ja po prostu chcę kochać i słuchać intuicji. Dlaczego to takie proste? No proste, ale czy łatwe? Macierzyństwo naprawdę może być łatwe.

Bo przecież słuchasz, gdy dziecko przychodzi do Ciebie z opowieścią, całujesz w kolano, gdy się skaleczy, głaszczesz po główce, gdy ma trudności z zasypianiem, nosisz na rękach, gdy jest niespokojne, dajesz marchewkę, bo ją lubi najbardziej, kupujesz piłkę, bo to najlepsza zabawka na świecie, opowiadasz historie, by wiedziało, że nie zawsze jest tak, jak zawsze. Karmisz, gdy jest głodne, uczysz jak posługiwać się nożem, gdy pragnie samodzielności. Wiążesz buty, żeby nie płakało, że nie zdąży wyjść na podwórko, a potem pokazujesz jak zawiązać samemu, by nikt nie nazywał go w szkole gapą. Dajesz czapkę, by było bezpieczne na słońcu i pokazujesz, że powinno dbać o swoje rzeczy i o nich pamiętać. Uświadamiasz jak dbać o swoje bezpieczeństwo, ustalasz hasło rodzinne. W trosce o zdrowie wozisz do lekarza, pokazujesz, że piec jest gorący, obcinasz paznokcie, czeszesz i myjesz, ubierasz. Zapisujesz na dodatkowe zajęcia, zagrzewasz do walki, tulisz, gdy zdarzy się porażka i ściskasz, gdy świętujecie zwycięstwo. Patrzysz dziecku w oczy, żeby je poznać, słuchasz uważnie, gdy pyta lub opowiada. Sama pytasz, wspierasz, zachęcasz. Starasz się, by było szczęśliwe. A gdy co jakiś czas gubisz się i nie wiesz co dalej, kupujesz poradniki, niekiedy pytasz mamy czy koleżanki, bo nurtuje Cię to trudne, powracające pytanie: co robić, co robić… Czytasz nawet blogi parentingowe i często dalej nic nie pomaga i nie działa tak, jakbyś tego chciała.

A może by tak inaczej. Posłuchaj siebie, swojej intuicji. Czasem może z obawą, czy dobrze podpowiada, z niepewnością czy to wystarczy, ale dopuść ją do głosu. Znasz swoje dziecko najlepiej, Zaufaj sobie. Jesteś mamą, jedyną, jaką Twoje dziecko ma i najlepszą, jaką może mieć. Wiele od Ciebie zależy. Nie bój się próbować. Znajdź swoją macierzyńską drogę, swój sposób i kochaj. Nie miej do siebie zbyt wielu pretensji. Nie poświęcaj się, spędzaj czas. Nie walcz, przeżywaj. Nie podążaj na oślep za: „nie wolno”, „nie da się”, „tak się nie robi”. Sprawdzaj. Słuchaj. Dziecka, siebie, czasem innych i wybierz to, co może pomóc. Obserwuj. Przytulaj. Bądź dla siebie wyrozumiała. Macierzyństwo to nie jakaś ofiarna droga ani pielgrzymka, to codzienność, małe sprawy, obiad, plac zabaw, szkoła, rozmowa, zdarte kolano. To ciągłe wybory, ale nie egzamin. To ciągła nauka, ale nie test. To miłość w czystej postaci.

Drogie Mamy — czas sobie trochę odpuścić!
Ja lubię być mamą, a Ty?

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

6 komentarzy

  1. Najważniejsza w tym wszystkim jest intuicja i zdrowy rozsądek ,myślę że tylko tyle wystarczy 🙂

    1. Cześć Wandziu! Masz dużo racji 🙂 O tym też właśnie będzie kolejny wpis! Już bardzo niedługo 🙂

  2. A ja to zależy:) i na pewno za często tulę i dobrze mi z tym 🙂

    1. To chyba ulubione zdanie psychologów: „to zależy” 😀 A z tuleniem, to jestem za! tulenie jest super i ma moc! 🙂

  3. Zaufanie swojej intuicji bedzie bardzo trudne. Z moich doswiadczen wynika, ze zbyt wiele kobiet czuje sie ekspertkami w sprawie wychowywania nie tylko swoich, ale i cudzych dzieci. Jesli o mnie chodzi to jestem juz tym zmeczona…..tym „nie za cieplo ja ubralas?”, „nie za lekko ja ubralas?”, „dlaczego jej na to pozwalasz?”, „dlaczego nie pozwalasz?”, „dajesz jej ten syrop?a dlaczego nie inny?”, „wracasz juz do pracy?/jeszcze nie wrocilas do pracy?”….Zaczyna sie juz na samym poczatku-ciaza (ale sie spasla/za malo przybiera, bo pewnie sie odchudza/na zwolnienie poszla bo nierob z niej…), porod (wziela znieczulenie/miala cesarke bo wygodna jest, taka z niej paniusia, kobiety od wiekow rodza…), karmienie (piers?butelka?dlaczego jeszcze karmisz?dlaczego juz nie karmisz?)…rany boskie!!! Kobiety, dajcie sobie wzajemnie prawo do wychowywania dzieci wedlug wlasnego uznania. Pozdrawiam!!!

    1. O to mi właśnie chodziło – by zaufać sobie, by robić tak jak czujemy, a nie jak radzi pani na podwórku albo jakaś „życzliwa” sąsiadka 😉 Każda mama chce dla swego malucha dobrze i skoro coś robi, to trzeba jej czasem zaufać, bo zna swoje dziecko jak nikt inny. Warto mieć to na uwadze zanim powiemy dwa słowa za dużo 🙂 My również pozdrawiamy!:)

Dodaj komentarz