Piotruś Pan – historia prawdziwa

Dziś będzie o Piotrusiu Panie. Spójrzcie, co tak naprawdę kryje się pomiędzy wierszami tej historii.

Jak zaczyna się ta bajka?

„Ale ja wcale nie chcę być dorosła” – tak Wanda odpowiedziała ojcu, który chciał zmusić ją, by przestała marzyć i zaczęła zachowywać się wreszcie jak dorosła. Kładąc się spać, poprosiła mamę, by zostawiła jednak uchylone okno, bo może on przyjdzie […], on Piotruś Pan. I przyszedł.

Porwał ją, a właściwie ona sama dała się porwać, do Nibylandiikrainy w której nigdy się nie dorasta.

Tak zaczyna się historia o latającym chłopcu – klasyka literatury dziecięcej. Dla dzieci to piękna opowieść przygodowa z udziałem piratów, krokodyli i cudownych syren, a dla dorosłych — metaforyczna przypowieść o tęsknocie za dzieciństwem i nieuchronności stawania się dorosłym.

„Druga gwiazda na prawo

Świeci w nocy dla ciebie

By pokazać ci, że marzenia

Naprawdę mogą się spełnić

Druga gwiazda na prawo

Świeci światłem, które jest bardzo rzadkie

I jeśli potrzebujesz Nibylandii

To światło cię do niej zaprowadzi”

Jak powstał „Piotruś Pan”?

Bajka powstała w 1904 roku, a więc chłopiec, który nie chciał dorosnąć ma już ponad 100 lat. Postać tę stworzył Sir James Matthew Barrie. „ Tak jak poprzez pocieranie kawałków drewna można uzyskać ogień, tak ścieranie się waszych osobowości stworzyło postać Piotrusia. Piotruś to iskierka, którą mi daliście – pisał Barrie, dedykując powieść całej piątce braci.

Dzieciństwo autora pełne było trosk i to one rozbudziły w nim fascynację ucieczką w życie pełne marzeń. Tę obsesyjnie powracającą w jego twórczości fascynację przemijaniem biografowie łączą ze śmiercią jego ukochanego starszego brata, który zginął podczas wypadku na placu zabaw w wieku 13 lat. Aż trzech z piątki braci, którzy byli pierwowzorami postaci Piotrusia, także zginęło w bardzo młodym wieku — jeden na froncie I wojny światowej, drugi się utopił, trzeci popełnił samobójstwo.

Utrata starszego brata Dawida wywarła ogromny wpływ na dalsze życie autora. Chcąc pocieszyć matkę, która była pogrążona w głębokim smutku, pragnął go zastąpić. Nosił jego ubrania, naśladował jego ruchy, sposób zachowania i nawyki. Mówił, że przestał dorastać po śmierci brata. Również w wieku dojrzałym był uwięziony pomiędzy dzieciństwem i dorosłością. Nawet swoim wyglądem, dużymi oczami i szepczącym głosem przypominał chłopca.

Opowieść o Piotrusiu jest więc w rzeczywistości czymś więcej niż tylko historią przygodową. Mamy tu przemijanie, lęk przed dorosłością i życiem, za które trzeba brać odpowiedzialność. To również opowieść o tęsknocie za dzieciństwem. Przecież to właśnie człowiek dorosły, ojciec Wandy tęsknym wzrokiem spogląda na odpływający na niebie statek kapitana Haka. Za beztroskimi latami tęskni także pani Darling oraz sam Kapitan Hak. W przypadku tego ostatniego symbolizuje to tykający zegar, prześladujący go i na jawie i w śnie.

Syndrom Piotrusia Pana.

Nasza rzeczywistość różni się zdecydowanie od tej, w której żyli nasi dziadkowie, a nawet rodzice. Wtedy droga, jaką każdy podążał była podobna, bo najpierw szkoła, potem zdobywanie zawodu i założenie rodziny. Rodziły się dzieci i wszystko zaczynało się od początku. Teraz większy nacisk kładzie się na rozwój osobisty, a nie na budowanie relacji między ludźmi. Role kobiece i męskie zaczęły się mieszać. Kultura dała kobiecie wolność, niezależność, możliwość samorealizacji. Mężczyźnie uświadomiła natomiast, że nie musi troszczyć się i opiekować kobietą, gdyż ona świetnie potrafi dać sobie radę sama. Taka sytuacja może powodować to, że mężczyzna popada w egoizm i egocentryzm, a wszystko co zdobywa, zatrzymuje dla siebie. Trafiamy tu na coś, co psychologia nazwała syndromem Piotrusia Pana. Bo kim jest Piotruś? To chłopiec, który nie chce dorosnąć. Boi się tego, ponieważ wie, że wtedy straci n zawsze możliwość latania i nie będzie miał już wstępu do Nibylandii. Piotruś więc bawi się, cieszy życiem. Nie ponosi konsekwencji swych działań i nie musi brać za nic odpowiedzialności. Świat zabawy bowiem to świat rzeczy, a nad nimi łatwiej jest zapanować niż nad relacjami, które tworzy się z ludźmi. Syndrom Piotrusia Pana to zespół chorobowy, objawiający się przy diagnozie głębokim wstrętem do filisterstwa i mieszczaństwa, dojmującym obrzydzeniem względem ciepłych kapci i telewizora, odmową udziału w wielkiej, nieustającej pogoni za pieniędzmi. Dotknięty takim syndromem powiada temu wszystkiemu „nie i odlatuje.

Dlaczego chcemy latać? I co ma z tym wspólnego moratorium?

Wymieniamy mnóstwo powodów, a przyczyna jest prosta: „lecę, bo chcę”. To wystarczy. Nie potrzebujemy narkotyków, alkoholu czy inny środków, bo wystarczy odwrócić się od rzeczywistości, jak to zrobił Piotruś Pan.

Często uciekamy przed podejmowaniem odpowiedzialności, nie umiemy decydować, tkwimy zawieszeni pomiędzy dwoma światami, już nie dzieci, a jeszcze nie dorośli. Erikson (amerykański psychoanalityk i psycholog rozwoju) nazwał ten etap — moratorium. To czas na eksperymentowanie i refleksje. Dorastający dokonuje wyboru drogi życiowej, ideałów. Często spędzamy ten czas na lataniu jak Piotruś Pan. Często przedłużamy sobie ten okres, co objawia się w długo trwającej nauce czy nawet służbie wojskowej. Zdarza się też tak, że latać nie przestajemy w ogóle. Wtedy moratorium staje się stylem życia. Bywa również i tak, że etap ten zostaje gwałtownie przerwany i na osobę narzucona jest jakaś odpowiedzialność, jest zmuszona do pełnienia określonej roli, zanim sama znalezła dla siebie miejsce w życiu. Momentem, w którym może nastąpić taki przełom jest np. śmierć bliskiej osoby, zagrożenie utratą pracy itp.

„Kiedy w twoim sercu jest uśmiech

Nie ma lepszego momentu by zacząć

To bardzo prosty plan

Możesz robić to, co potrafią ptaki

Przynajmniej warto spróbować

Możesz latać!”

Piotruś i Wanda.

Kim jest Wanda? To dziewczynka zakochana w Piotrusiu. Dziewczynka, którą on porywa do świata marzeń, tam, gdzie wszystko jest możliwe, gdzie życzenia się spełniają. Piotruś pragnie też po zabawie wrócić do niej jak do matki. Ona ma cierpliwie na niego czekać i akceptować wszystko, co on robi. Wiele jest kobiet takich jak Wanda, czekających właśnie na swoich latających mężczyzn, którzy nigdy nie wiadomo co robią i czy zrobią. Jakże są jednak przy tym fascynujący i uroczy z tymi swoimi pomysłami, energią i zapałem do odkrywania świata.

Piotruś wiele zaczyna, a niewiele kończy, obiecuje, a niewiele z tych obietnic dotrzymuje. Mimo wielkich możliwości nie może znaleźć odpowiedniej pracy. Wymyka się kobietom, które go kochają. Wymyka się Wandzi, która w końcu wraca do rzeczywistego świata.

Czy Piotruś kochał Wandę? Kochał ją tak, jak dziecko kocha matkę. Natomiast Wanda była już w tym wieku, w którym rozumiała rodzaj miłości łączący jej rodziców i chciała podobną relację stworzyć z Piotrusiem. On jednak zainteresowany był głównie zabawą i nie rozumiał do końca uczuć, jakimi darzyła go Wanda. Bał się ich również, bo nawiązanie takiej relacji zbliżyłoby go niebezpiecznie do dorastania.

„Jaką to radość

ona nam przyniesie

Śpiewając nam

Opowiadając historie, których zawsze chcieliśmy słuchać

Bez przerwy

Będzie czekać w drzwiach

Już nie będziemy samotni

Od kiedy Wanda

Kochana Wanda zostanie z nami”

One wszystkie kochają Piotrusia.

Piotruś ma wielkie powodzenie u kobiet. Gdy w Nibylandii pojawiła się Wanda, wróżka Dzyń była bardzo zazdrosna. Przekazała zagubionym chłopcom fałszywy rozkaz Piotrusia, by nadlatującą Wandę zastrzelić. Kiedy Piotruś zobaczył leżącą dziewczynę ze strzałą w sercu i usłyszał o zbrodni Dzwoneczka, skazał wróżkę na banicję. Błagał Wandę, by wyzdrowiała i kazał zbudować wokół niej domek. Dziewczynka jednak wyzdrowiała, ponieważ strzała trafiła w guzik, który był pocałunkiem od Piotrusia.

Dzwoneczek była niewątpliwie zakochana w Piotrusiu Panie i zdecydowanie bardziej od niego dojrzała. On jednak, pomimo wielkiej czułości jaką ją darzył, nie był w stanie jej uczuć odwzajemnić. To co ich łączyło łatwiej zrozumieć, kiedy wiemy, że postać wróżki była nieświadomą metaforą żony autora. Barrie był impotentem, więc tak jak Piotruś nie był w stanie odwzajemnić namiętności swojej ukochanej.

Oprócz Dzyń i Wandzi urokowi Piotrusia nie oparła się nawet pani Darling, która w prawym kąciku swych ust miała pocałunek, którego nikt nigdy nie mógł otrzymać. Nawet pan Darling. Zabrał go natomiast Piotruś Pan i to z łatwością, a „ona wydawała się zupełnie zadowolona”.

Zagubieni Chłopcy.

Są to dzieci, które wypadły z wózków, kiedy niańki patrzyły w inną stronę. Jeżeli nikt się po nie nie zgłasza w ciągu siedmiu dni, odsyła się je daleko do Nibylandii dla zaoszczędzenia wydatków. Ja jestem ich kapitanem – tak Piotruś tłumaczy Wandzi, skąd ma swoją drużynę. Są tam tylko chłopcy, gdyż jak mówi Piotruś: „Dziewczyny są zbyt mądre, żeby wypaść z wózka”.

Liczba chłopców się zmienia, bo gdy zaczynali dorastać, Piotruś ich wypędzał. Ubrani byli w skóry zabitych przez siebie niedźwiedzi, gdyż Piotruś zabronił im, by przypominali go choć trochę wyglądem. Wszyscy go słuchali, wykonywali jego rozkazy i uważali za swego kapitana. Panowały w tej grupie też pewne reguły, których trzeba było przestrzegać. Na przykład nie można było w obecności Piotrusia rozmawiać o matkach, bo uważał ten temat zwyczajnie za niemądry. Chłopcy jednak tęsknili za swymi mamami i ogromnie się ucieszyli, gdy Piotruś oznajmił im, że przyprowadził Wandę, która im je zastąpi.

Piotruś za swoją mamą też bardzo tęsknił, choć się do tego oczywiście nie przyznawał. Któregoś razu Wandzia opowiadała chłopcom o swojej mamie, która czeka, aż jej dzieci wrócą przez otwarte okno do domu i już z nią zostaną. „Odlatujemy zwykle, jakbyśmy byli stworzeniami zupełnie bez serca (którymi dzieci zresztą są), a potem, gdy samolubnie spędziliśmy czas i odczuliśmy potrzebę opieki, powracamy wspaniałomyślnie i wierzymy, że zostaniemy wynagrodzeni, zamiast otrzymać tęgie baty”. Piotruś słysząc to wszystko bardzo się zdenerwował i wyznał, że kiedyś myślał, że jego mama zawsze będzie trzymać dla niego otwarte okno, ale wtedy, gdy postanowił wrócić, okno było już zamknięte, a obok jego mamy spał jakiś inny mały chłopiec. Nienawidził więc wszystkie matki i pamiętał tylko o ich wadach. Był pewien, że wszystkie takie właśnie są.

A dzieci? Póki dzieci będą „wesołe, niewinne i bez serca” – jak pisze Barrie, będą z Piotrusiem odlatywać. Byle tylko zdążyły wrócić, zanim ich smutne mamy zamkną im jedyną drogę powrotną do domu.

Jak rozpoznać Piotrusia?

Psychologia postarała się określić, jak można Piotrusia poznać, rozszyfrować. Piotruś Pan to syndrom nigdy niedojrzewającego chłopca, który wciąż pragnie się bawić. Fascynować się może sportami ekstremalnymi i drogim sprzętem. Budowanie relacji nie idzie mu najlepiej. Ma wiele miłosnych przygód, dzięki którym potwierdza swoją wartość. Związki, gdy już je stworzy, traktuje powierzchownie. Zawiera też przyjaźnie jakoby na śmierć i życie, choć w rzeczywistość kończą się tak szybko, jak się zaczęły, a nieszczęsny „przyjaciel” jest pozostawiony samemu sobie. Piotruś odczuwa strach przed odpowiedzialnością, podejmowaniem decyzji, planowaniem przyszłości. Tu i teraz jest dla niego najważniejsze. Gdy coś zaczyna go przerastać, odlatuje w świat marzeń. Zdaniem psychologów taka osoba potrafi przede wszystkim ranić. Jest egoistą, dla którego własne szczęście i dobre samopoczucie są najważniejsze.

Czy kobiety wolne są od syndromu Piotrusia Pana?

Jeśli nie są to dlatego, że zostały zranione, mają drzazgę w sercu i nie radzą sobie z bolesnymi przeszłymi doświadczeniami. Noszą w sobie pragnienie miłości, ale zarazem się jej boją. Mężczyznom latanie przychodzi łatwiej, bierze się ono u nich z wygody, podczas gdy u kobiet z lęku. Mężczyzna lepiej radzi sobie w samotności, a kobieta prędzej czy później zdecyduje się stworzyć rodzinę, stabilny dom i przestanie fruwać. Wandzia przecież przestała.

Jak to się dzieje, że dziewczynki i chłopcy nie dorastają?

Powodów może być wiele, ale jednym z ważniejszych jest na pewno tzw. psychologiczna pępowina, która emocjonalnie uzależnia dziecko od rodziców.

Dopóki rodzice będą kontrolować życie swoich dzieci, dorośnięcie staje się bardzo trudne, a może nawet niemożliwe. Tym bardziej, że taka postawa życiowa może też przynosić mnóstwo korzyści. Dziewczynki myślą: Jestem mała, nic nie umiem, więc wszyscy powinni się mną zajmować. Zwalniają się tym samym od wszelkiej odpowiedzialności. Swoją dorosłość zwyczajnie wyłączają. Przestają podejmować decyzje, bo tak jest jej łatwiej. Przestają dokonywać wyborów, bo tak jest wygodniej. Życie z misiem czy lalką przytulonymi do poduszki jest prostsze, łatwiejsze, przyjemniejsze i bezpieczniejsze.

W przypadku wiecznego chłopca ogromne znaczenie ma rola ojca, który wprowadza dziecko w świat dorosłych. Jeżeli syn pozbawiony był w dzieciństwie męskich wzorców, a zewsząd otaczały go nadopiekuńcze kobiety, to ma ogromne szanse zostać dużym Piotrusiem Panem. Czasem nawet nieświadomie wiąże się psychicznie z matką, kodując w swojej głowie informację, że nie wolno jej zostawić i skrzywdzić, tak jak w przeszłości zrobił to inny mężczyzna. Stąd biorą się właśnie powierzchowne kontakty z innymi kobietami — silniejszy związek oznaczałby zdradę matki, która poświęciła swojemu synowi całe swoje życie. Ona sama często obrzydza mu kolejne partnerki, traktując je jako potencjalne rywalki, pragnące jej go odebrać. Zdaniem niektórych psychologów do syndromu Piotrusia Pana doprowadzają często same kobiety, przez wypominanie na każdym kroku niezaradności mężczyzny, niskich zarobków, wyśmiewając pracę i zwalniając od wszelkich prac domowych, bo i tak nic nie potrafią”. Mężczyzna w końcu zaczyna w to wierzyć i dla własnej wygody wycofuje się z życia rodzinnego, koncentrując swoją uwagę np. na hobby z dzieciństwa.

Można się zastanowić czy z syndromu Piotrusia Pana można wyrosnąć, czy potrzebna jest raczej pomoc psychologa? Czasem wystarczy rozmowa z kimś bliskim, kto uświadomi takiej osobie, że dawno już wyrosła z zabawek i czas dorosnąć. Czasem sytuacja życiowa zmusza do podejmowania dorosłych decyzji i stawienia czoła wyzwaniom. Dzieje się tak np. kiedy na świecie pojawia się dziecko, umiera ktoś bliski, traci się pracę. Przyparci do muru, dorastamy. Czasem jednak tylko psycholog potrafi przekonać Piotrusia Pana, że życie to zdecydowanie coś więcej, niż tylko bujanie w obłokach.

Co jeszcze można powiedzieć o Piotrusiu Panie?

Wiele postaci literackich obrazuje archetypowy przykład danej fazy zodiaku. Piotruś Pan to Bliźnięta. W życiu nie spotkamy osób, które mają cechy tylko jednego znaku, a w literaturze – owszem – twierdzi dr. Leszek Weres kosmoekolog kultury. Jaki jest więc Piotruś?

Bardzo zręczny i pomysłowy, o wysokim poziomie intelektu. Ma dużą zdolność dostosowywania się, jest elastyczny i ma łatwość przyswajania informacji. Charakteryzuje się dyplomacją, umiejętnościami zjednywania sobie sympatii otoczenia, wrażliwością na piękno, estetykę, zdolnościami artystycznymi, ale rzadko wykorzystanymi z uwagi na lenistwo i kapryśność. To też myśliciel, marzyciel, ktoś ceniący niezależność, lubiący się wyróżniać zachowaniem, działaniem pod prąd, a nawet wyglądem. Kocha wolność i swobodę. Nie znosi chamstwa, arogancji i wulgarności. Jeśli ktoś chce wiedzieć, o czym myśli lub co czuje, trzeba obserwować jego twarz, gdyż ma wszystko na niej wypisane.

Taki jest właśnie Piotruś Pan. Widać nawet w przypadku bohaterów literackich gwiazdy nam prawdę powiedzą.

Dlaczego dzieci tak lubią tę bajkę i dlaczego lubię ją ja sama?

Dziecko żyje w swoim dziecięcym świecie, gdzie jest miło, przytulnie i bezpiecznie. Rodzice się o nie troszczą, otaczają opieką i kochają całym sercem. Całe dnie spędza na zabawie, beztrosko i przyjemnie. Kiedy zaczyna pojawiać się coś, co dziecko odczuwa jako zagrożenie, gdy pojawia się coś, czego dziecko się boi, nie zna i niekoniecznie chce poznawać, to się chowa. Z pomocą przychodzi mu Piotruś Pan. Pokazuje, że jest taka kraina, gdzie nie trzeba dorastać. To świat fantazji, marzeń i dzieci. Tam można bawić się bez oporu, nie trzeba podejmować decyzji, a czas spędza się na lataniu. Które dziecko za Piotrusiem nie pójdzie? Dzieci odlatują więc z nim daleko i nie chcą wcale wracać. Któż nie lubi fruwać? Rodzice często załamują ręce, że ich pociecha nieustannie odlatuje i zdecydowanie woli świat Piotrusia niż ten rzeczywisty. Im dzieci robią się starsze, tym ta kwestia staje się bardziej drażliwa i problemowa. Nie można przecież żyć w Nibyladnii całe życie.

Osobiście mam ogromny sentyment do tej opowieści i chętnie wracam pamięcią do Piotrusia, dla którego wszystko było proste i który latał, nie mając skrzydeł. Warto zapytać – dlaczego więc poleciał? Dlatego, że wierzył, że potrafi. Mimo, iż pozostanie w świecie Nibylandii na dłużej nie jest najlepszym pomysłem na życie, a pozostawanie w nim już jako osoba dorosła rodzi poważne problemy, to ufam, że każdemu od czasu do czasu podróż do świata fantazji dobrze by zrobiła. Piotruś uczy nas w siebie wierzyć, uczy nas marzyć i pokazuje, że z marzeniami jest piękniej i lżej idzie się przez życie. Warto jedynie pamiętać, że on do tej krainy należy, a my należymy do naszej rzeczywistości. Dorosłość niesie ze sobą odpowiedzialność, decyzje, ale przecież można w niej odnaleźć tak wiele radości i przyjemności, jeśli tylko chce się spróbować. Piotruś uczy, że marzenia są piękne, czemu więc świat dorosłych ma być ich pozbawiony? Wszystko zależy od nas.

„Znam miejsce gdzie marzenia się rodzą

I czasu nikt nie planuje

Nie ma go na żadnej mapie

Musisz znaleźć je w swoim sercu

Nibylandię

Może być mile za księżycem

Albo dokładnie tam gdzie stoisz

Po prostu miej otwarty umysł

I nagle odnajdziesz

Nibylandię

Zyskasz skarb jeśli tam zostaniesz

Więcej wart niż złoto

Gdy raz znalazłeś tam drogę

Nigdy, nigdy nie dorośniesz!”

Na zakończenie.

James Matthew Barrie dał wszystkim marzycielom świata Piotrusia Pana, dał wszystkim Nibylandię, krainę, w której wszystko jest możliwe. Autor nie przypuszczał zapewne, że wzbogaci również nazewnictwo psychiatrii i psychologii.

Pamiętając o niebezpieczeństwach, jakie niesie ze sobą Nibylandia, pozwólmy sobie czasem na chwilę odfrunąć z Piotrusiem i przypomnieć sobie o marzeniach, które odsunęliśmy jako dorośli na dalszy plan. Dobrze odnaleźć czasem w sobie dziecko, uśmiechnąć się i dać się ponieść fantazji.

I jeszcze jedno…

W tym miejscu i czasie pomiędzy obudzeniem się, a snem, między dzieciństwem, a dorastaniem, między fantazją, a rzeczywistością – to tam zawsze czeka cudna Nibylandia.

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

Dodaj komentarz