Powiedz, czego potrzebujesz?

Czas stać się matką świadomą. Jakże to? Świadomą czego? Wiadomo przecież, jak to z matką jest.

Wstaje zawsze o tej samej porze, człapie do łazienki bez życia, trzyma się ledwo na nogach, czasem klamki, lub jakiegoś malca pod bokiem. Robi kawę, śniadanie, budzi dziatwę, idzie do pracy lub na zakupy, obiad robi, sprząta, chodzi na spacery, ładuje zmywarę, rozładowuje zmywarę, stawia na stole, ściera ze stołu, wieczorem zakłada ulubiony szlafrok albo kapcie z pomponem i wzdycha. Nuda! Sama nie wie, co by mogła ze sobą zrobić, sama nie wie, czego jej brakuje, a czasem nie wie nawet, że w ogóle brakuje jej czegoś. I to nie wszystko! Nie wie też najważniejszego. A mianowicie tego, że ta nuda to jej nuda. Osobista i wypracowana, a czasem nawet wymarzona! Na swą nudę długo się pracuje.

„Ach tak bym chciała mieć męża i dzieci bym chciała. I żeby w końcu żadni szubrawcy się mego serca i życia nie czepiali. I dom z ogródkiem bym chciała i w ogóle mieć jakiś swój kąt, żebym mogła postawić sobie płyn do naczyń tam, gdzie chcę i firanek już nigdy nie wieszać. Chcę psa, kota i rybek pełne akwarium. Chcę, by było normalnie. Do pracy chcę iść i na spacery chodzić. Gotować pomidorówkę i rosół na niedzielę. Chcę męża troskliwego i by był dobrym ojcem. By robotę miał i się na niej znał! I nie potrzebuję już tych imprez i wina na dywanie. Nie pragnę smsów, że ktoś jednak tęskni, a szwenda się z inną. Nie lubię na weselach tańczyć sama jak palec. Chcę pary, chcę domu, chcę, by było stabilnie.”

A kiedy jest i on i dzieci roześmiane i dom i nawet ogród lub balkon uroczy i pies i kot, kanarek żółciuteńki, to nagle nie… bo nuda! Nudno dziewczynie, żonie i matce i nudno samej ze sobą.
Dół — można by powiedzieć. Namnożyły się ograniczenia i żadnej wolności. Nic się nie da zrobić, bo pieniędzy nie ma, bo czasu nie ma lub szkoda na siebie, bo inne sprawy są ważniejsze. A co inni powiedzą? Matka wielolatka nagle chce uczyć się tańca (powiedzmy) brzucha? Przecież to już nie ten brzuch i nie te ruchy! Języka się uczyć? A po co Ci teraz? W pracy nie potrzebujesz. Zamiast wydawać pieniądze na kaprysy, lepiej dziećmi się zajmij i w końcu dorośnij! Szach mat, baju baj, zamknijmy się w domu lub co najwyżej zmieńmy sobie firanki — zawsze to jakaś odmiana!
Ile z nas tak ma? Ile z nas tak myśli lub podobnych komentarzy słucha? Gdzie jest ta moc? Matki moc?

Czerpcie z tego, co macie, cieszcie się z tego, co udało się Wam zbudować i idźcie dalej. Kreujcie swoje życie, zamiast kreować kolejne ograniczenia w swoich głowach. Bo skoro mamie z samą sobą nudno, to jak życie ma być piękne, barwne i ciekawe? Nuda jest w nas, odkopmy nasze pasje, odkopmy zainteresowania. Matce nudzącej i nudzącej się trudno jest się cieszyć z czegokolwiek, ale matce ciekawej i zaciekawionej już nie.
Doceń siebie i powiedz, czego potrzebujesz.

A potem to zrób!

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

8 komentarzy

  1. Świetny tekst ! I masz rację Kasiu. Można narzekać, mówić, że ciężko, trudno albo nudno… albo można zobaczyć, jakie są możliwości, co można zrobić i po prostu to zrobić :)) To wcale nie jest takie trudne 🙂

    1. Dzięki Magda! Wystarczy trochę wiary w siebie i nie trzeba zawsze słuchać tych, którzy „wiedzą lepiej” lub „mają obawy”. Nie zawsze jest to łatwe, ale warto walczyć o swoje marzenia i robić to, co się lubi. W końcu jeśli nie my same, to kto ma to za nas zrobić:)

  2. nigdy nie miałam takich myśli. ja kocham to co robię, kocham moje życie najbardziej na świecie. kocham je za to, że jest piękne i kolorowe. że mam co jeść i dach nad głową. że mam tego rozrabiaka, który czasem wkurza, ale jak się przytuli to wszystko odchodzi. kocham chłopa mojego, który jest ucieleśnieniem wszystkiego, czego w życiu potrzebuję – stabilizacji i odpowiedzialności, dobrej sytuacji finansowej, a jednocześnie szaleństwa, śmiechu i wygłupów większych niż niektóre nastolatki. kocham tą moją nudę, bo dzięki tej rutynie wszystko w moim życiu jest na swoim miejscu, wiem co kiedy i jak mam robić. za nic na świecie nie oddałabym i nie zmieniłabym mojego życia. nigdy. a żeby przeciwstawić sobie pewne dwie skrajne pozycje jakie mogą mieć matki przytoczę taką opowieść. tuż przed ślubem teściowa moja (dobra kobieta, ale zbyt pesymistyczna) powiedziała „no i teraz się skończy ta poezja miłości, bo ważniejsze stanie się zrobienie obiadu, uprasowanie czy posprzątanie. tak to już jest w małżeństwie, że z poezji beztroskiego związku robi się nagle proza życia” i przytoczyłam to mojej mamie (absolutnie prze najwspanialszej istocie na tej kuli ziemskiej) na co moja mama odpowiedziała krótko „tak? to w takim razie ja po 36 latach małżeństwa nadal żyję w świecie poezji”. no i ja jestem też tego zdania. to co jedni nazywają smutną prozą życia dla mnie jest częścią poezji życia. a szara codzienność będzie kolorowa jeśli dodamy jej kolorów swoim podejściem 🙂

    1. Świat poezji – życzmy go wszystkim 🙂 jak to fajnie słyszeć i widzieć takie szczęście rodzinne! Gratuluję! 🙂

  3. Ja akurat o sobie tak nie myślę, nie chcę tak żyć i robię wszystko, żeby tak nie żyć i co słyszę? I to od tzw najbliższych. Że to jest normalne życie a ja mam nienormalne oczekiwania. I robię sobie z tego tylę, że coraz więcej czasu kombinuję jakby to moje normalne życie jednak mieć

    1. Nie wiem czy Cię dobrze zrozumiałam, ale o tym w właśnie piszę 🙂 Wiele mam nie chce żyć samym praniem pieluch czy robieniem obiadu. Chciałyby czegoś więcej, ale nie zawsze wiedzą co i jak zmienić. Z jednej strony cieszą się z tego co mają, z drugiej nie zawsze im to wystarcza. A może – czasem sądzą, że wystarcza, czasem nie. Różne mamy oczekiwania, ale nie uważam, że są z kosmosu 🙂 Jestem zdecydowanie za realizacją marzeń i budowaniu takiego życia, jakie chcemy mieć!

  4. No po prostu,świetnie piszesz!Kaśka,uwielbiam ten twój humor (czasami prawie czarny)😜Wpis znowu o mnie!🙊Nie mogę za dużo pisać, bo zmywarka czeka na rozładowanie😉Czekam na kolejny post😗

    1. Aga! jest nas więcej! my też będziemy mieli teraz dużą zmywarę – aż się boję, co to będzie, gdy dojdzie do pierwszego rozładunku 😀
      A co do humoru – cóż mi pozostało 😀 Ratuję się jak mogę!
      Dobrego wieczoru! 🙂

Dodaj komentarz