Publiczna sprawa pewnego małego tyłka

Nie bardzo wiedziałam na początku, jaka to sprawa, jakiego przymiotnika użyć. Poważna? Ciekawa? Wyjątkowa? Każda z Was będzie miała na pewno własne zdanie na ten temat po przeczytaniu całej historii. A o co właściwie chodzi? Posłuchajcie.

Wybrałam się pewnego dnia na plac zabaw. Nawet się dobrze nie zdążyłyśmy z malutką na nim rozgościć, kiedy moim oczom ukazał się chłopiec bez dolnej części ubrania, że tak delikatnie to opiszę. Miał koszulkę i nic poza tym. Tak oto sobie spokojnie paradował. To trochę posiedział w piaskownicy, to poszedł zjeść do mamy banana, potem postanowił skorzystać ze zjeżdżalni, na której dolnej części jakiś inny maluch rozsypał piasek. Oczami wyobraźni widziałam już, co się wydarzy, kiedy ten mały tyłek w ten piasek wjedzie! Na szczęście — zrezygnował. Może zauważył, że czegoś mu brakuje? Dosiadł za to koparkę stojącą nieopodal. Jego mama zagadana z koleżanką (nie mam nic do ploteczek — żeby nie było) od czasu do czasu kiwnęła mu ręką lub dała coś do zjedzenia. Chodziłam więc po tym placu zgorszona i zła. Dlaczego ktoś pozwala dziecku chodzić tak po placu zabaw? To przecież środek miasta! Dlaczego inni mają to dziecko bez spodni oglądać, przecież są obcy, a tyłek to prywatna sprawa każdego. Z tego właśnie powodu nie poszłam sama z jego mamą porozmawiać. Tyle miałam w sobie emocji, że mogłaby chyba zwyczajnie tego nie przeżyć. Nie poszłam do niej również, dlatego że wiem, jak mamy nie lubią dobrych rad i wtrącania się w wychowanie ich własnych dzieci, które oczywiście znają najlepiej na świecie. No ale przepraszam — taki tyłek wystawiony na ogląd publiczny staje się chyba z tego powodu sprawą właśnie publiczną. A może mi się wydaje?
Po godzinie walki z samą sobą zagadnęłam więc w tej delikatnej sprawie inną znajomą z placu zabaw mamę. Pytam cichutko — czy może, przypadkiem, jakimś trafem, również uważa, że dzieci bez ubranka chodzić po placu nie powinny. Znajoma mama zrobiła minę zniesmaczonej żyrafy i pokiwała głową. I wtedy dotarło do mnie, jaka to sprawa jest — ani ciekawa, ani wyjątkowa, a przede wszystkim właśnie publiczna!
Mija lato, na blogach i w prasie jak bumerang i do znudzenia wraca temat nagich dzieci na plaży, tego, skąd takie pomysły, jaki to ma wydźwięk, czemu rodzice fundują pociechom takie atrakcje, jaki mają cel, gdzie tkwi przyczyna, co z higieną, a kończy się na tym, że to tylko dzieci i niech się inni przestaną interesować. Nie mogłam jednak braku spodni na placu zabaw pominąć i zlekceważyć. I jeśli by trzeba było krucjatę przeciw gołym tyłkom rozpocząć, to jestem chętna i gotowa. Zbroję przyodzieję i nawet hełm założę, co bym pod oporem tych bez spodni nie poległa.

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

8 komentarzy

  1. gołe dziecko – szczęśliwe dziecko! tak się mawia, ale też uważam, że są granice; przede wszystkim miejsca i wieku; plaża to co innego niż miejski plac zabaw, choć pamiętam, że podczas nadmorskich wakacji pierwszego dnia byłem zawsze w koszulce, potem koszulce na ramiączkach i dopiero trzeciego, czwartego dnia bez koszulki, ale nie pamiętam, bym biegał bez gaci – ale to było dawno; no i co innego dwulatek, a co innego np. pięcio- czy sześciolatek. Ale może w tym przypadku się zlał? czymś zamoczył, majteczek na zmianę nie było? może to sytuacja wyjątkowa? a swoją drogą dziwę się, żeście się we dwie, trzy mamy nie zorganizowały i nie przystąpiły do rozmowy…

    1. Ha! bo gacie są ważne 😀
      Może się malec zlał? Też to rozważałam! A może mama po prostu nie widziała nic złego w tym, że jej syn biega goły po placu zabaw. Chyba bałam się dowiedzieć, że tak właśnie było.
      Następnym razem w przypadku takiej sytuacji wyjątkowej w prezencie zostawię takiej mamie pieluszkę dla dziecka na zmianę 🙂 A może powinien być automat z pieluchami przy wejściu na plac? To by dopiero było ciekawe.

      1. Raczej brudne dziecko – szczęśliwe dziecko 😉

        1. Może być też brudne 🙂 Taki skandynawski trend zaczyna być u nas bardzo modny 😉

  2. Nie podejrzewałam Cię o to, że coś takiego może Ci się nie spodobać! 😉 Popieram w pełnej rozciągłości. Ja niestety mam znajomą, która ma 2 dzieci i kiedyś spotkałyśmy się na placu zabaw niedaleko mojego bloku, wracaliśmy wówczas z kościoła, spotykamy ją, ona zagaduje, więc my tu gadu – gadu, a jej syn do niej: „Mama, chce mi się kupę!” A ona do niego, żeby się załatwił na trawkę pod krzaczkiem obok. Plac zabaw na środku osiedla pomiędzy 3 blokami, zero zasłonięcia się czymkolwiek czy posprzątania po sobie. Dodam, że osoba po studiach i niby na poziomie, a tu takie „klocki” 😉 Więc… kiedy widzę tę znajomą, to zawsze mi się przypomina ta scena niestety…. Więc jak widzisz, wszędzie jest podobnie 🙂

    1. O! A dlaczego tak sadzilaś? To ciekawe 😄 niektórzy chyba mają inne spojrzenie na zachowania społecznie przyjęte, higienę itd. Ciągle nie mogę uwierzyć w to, co widziałam. Co kierowało tą mamą? Nie mam pojęcia.

  3. I co było dalej? Ktoś zagadał czy opuściłyście?

    1. Opuściłyśmy plac zabaw w końcu. Jeszcze miałam ochotę przy wyjściu wręczyć tej mamie chociaż pieluszkę, by synkowi założyła, ale zrezygnowałam, bo tak naprawdę myślę, że ona po prostu uważała, że wszystko jest w porządku 🙁

Dodaj komentarz