Romanse i niuanse

Jak to się dzieje, że matka romansu nie ma czasu na boku pyknąć?

Rano zgasło światło. I to w momencie, kiedy pani mama podgrzewała sobie kawę w mikrofalówce. Każdy wie, że dla matki kawa to prawie świętość! Nastąpił mały zgrzyt, potem krótkie miganie i nastała ciemność. Dzieci zareagowały piskiem, a mama chęcią ucieczki. Opanowała się jednak, przekonała je, że ciemność jest w dechę i że na zewnątrz jest przecież jaśniej, więc gdyby jednak sądziły, że w dechę nie jest, to w końcu wyjdą na dwór. Szary, jesienny, zachmurzony, ale jednak jasny. Po tym, jak dotarły spacerkiem ze starszą do przedszkola, okazało się, że zaraz znowu będzie trzeba tam wrócić, a to po to, by dostarczyć umowę na zajęcia przedszkolne, której zapomniały wziąć. Dlaczego? Bo między szukaniem radości i sensu w ciemnościach z dziećmi, pani mama prowadziła ożywioną dyskusję z panem mężem na temat płotu, który czas postawić i do którego przychodzi pan już dziś. A pan mąż? Nabrał wątpliwości, palących i bolesnych… Wiadomo — ma prawo, ale na miłość Boską! Dlaczego dopiero dziś? No nic, biegiem z powrotem z przedszkola do domu, umowa w dłoń, skok do auta, umowa w przedszkolu. Czas ruszyć tam, gdzie ma stanąć ów płot. Pan już był, poczyniono odpowiednie ustalenia, gdzie ma być, jaki, co na to sąsiad i kto płaci, ile, za co, kto co załatwia i żeby dzwonił w razie potrzeby. Potem czas do domu na… śniadanie, ale, że prądu wciąż brak, a w chlebaku tylko grzanki, to padło na starego rogala. Jak się nie ma, co się lubi — sami wiecie. Następnie pani mama ruszyła z młodszą bździungwą na zajęcia — sztuka malucha! Były śpiewy, tańce i hulanki, a że mała zostać sama nie chciała, bo przyklejona do matki niczym rzep, to i ona miała okazję sobie również zdrowo pohasać. Wiecie — karuzela, hej hopsasa, jak ona szybko mknie lub jadą, jadą misie i inne takie atrakcje matki akrobatki. Po zajęciach zadzwonił pan od płotu i poprosił, by pilnie do niego zajrzeć, bo tęskni! To było do przewidzenia — kłopoty!  Sprawa okazało się poważna – pan winorośl pokazuje i tłumaczy z przejęciem, że rośnie na granicy działek, a ścinać przecież nie wolno. Radość mamy wielka i nowe decyzje zapadły. Płot będzie, a roślina zostanie także. Z czegoś trzeba zrobić przecież wino — napój bogów i matek w potrzebie. Potem na zakupy i szybki lunch z panem mężem. Zamówił on mamie drogiej chyba najostrzejsze burito na świecie! I dodał trochę granatu, bo wie szatan, że granat jest boski — taki kamuflaż miłosny (i zemsta za płot jak nic!). Do domu wróciła z wypiekami na twarzy i łzawiącymi oczami. Jemu powiedziała, że to przez kurz… Przeleciała korki ekspresowo i wpadła do domu jak pocisk. Jedną ręką nastawiła herbatę, drugą dopijała kawę, trzecią nastawiła pranie — znów wystawało z kosza! I tak — prąd wrócił! W sumie nie było sensu siedzieć w domu, skoro go nie było. Taki relaks poza domem jak dziś, a co! Później herbatka i pędem do przedszkola odebrać starszą, by zaraz potem zawieźć ją na zajęcia. A po powrocie… Koniec? Nie! Trzeba lecieć po elementy konstrukcyjne płotu, by pan nie miał przestoju ani dnia — taka pani mama rezolutna! Fajna i zaradna. Dziewczyna z werwą! Mówcie jej po prostu od dziś Lara, bo Lara Croft to ja!

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

4 komentarzy

  1. Powiem tak : masakra, dobrze, że płot mi niepotrzebny i szkoda, że Pan od płotu nieatrakcyjny bo to by już coś było 😉

    1. Prawda? Płoty to podziały, ale też potrzebne granice 🙂 Każdy o swoje powinien walczyć i je pielęgnować. Swoją drogą bardzo ciekawi mnie fakt, dlaczego nikt nie pomyślał, że nie mam zwyczajnie czasu na lekturę 😀 A może wielu marzą się delikatne flirty?

  2. I nie udało się nic na boczku, żadnego chociaż zalotnego usmieszku przez boczna szybę auta do obok, ba, do z boczku stojącego auta posłać? 😉 Pan mąż będzie zadowolony 🙂

    1. Pan Mąż najbardziej zadowolony jednak z płotu, pani matka też 😀 A ja zwyczajnie nie mam czasu na książki, a uśmiechy? Niech krążą i radują tych, którym uda się je złapać 😉

Dodaj komentarz