Wiele kobiet to czuje, czy jesteś wśród nich?

Jest coś drogie mamy, co nas łączy bez względu na to, jak rodziłyśmy, jak karmiłyśmy i czy jesteśmy fankami zakładania czapek (bo zimno, bo wieje, bo słońce, bo deszcz, bo mamy ładną) czy nie.


Decyzje. Wszystkie musimy podejmować trudne decyzje. Bo jesteśmy kobietami, mamami, bo tego od nas wymaga życie. I większość z nas ma wątpliwości, jakby były one wpisane w ten nasz babski żywot codzienny.

Wyobraź sobie — jesteś małą dziewczynką. Chodzisz do szkoły. Masz marzenia, potem cele. Kształtuje się Twoja osobowość i zaczynasz szukać swojej drogi.

Uczysz się, potem może studiujesz, może zaczynasz dobrą pracę, a może tą wymarzoną, taką, na którą czekałaś bardzo długo. Może wychodzisz za mąż, może nie. W jakimś momencie przychodzi taki czas, że chcesz mieć dziecko. Zastanawiasz się, kalkulujesz, planujesz. A może idziesz na żywioł i nic nie jest ważniejsze od tego nowego dla Ciebie pragnienia. Zaczynasz się o dziecko starać. Trwa to długo lub bardzo krótko. W końcu pojawia się i wypełnia Twoje serce, Twoje dni, noce i całe życie. Po brzegi. Może nazywasz to szczęściem, może obowiązkiem, może jednym i drugim. A potem być może pojawia się kolejne dziecko.

Maluchy rosną, dni szybko płyną. Mijają miesiące i może nawet lata. I z codzienności wielu kobiet wyłania się nagle pytanie o siebie. Najpierw nieśmiało, a potem coraz częściej i mocniej daje o sobie znać wątpliwość co do sensu Twojego poświęcenia, co do sensu Twoich decyzji, by zostać z dziećmi w domu, by mieć je rok po roku, by oddać im te miesiące czy lata, by robić karierę, pracować, kształcić się dalej, rozwijać swój potencjał. I to wszystko dla dobra rodziny. Z miłości, potrzeby, poczucia powinności, bo tak uważasz i chcesz zrobić.

Zaczynasz rozmyślać o czasie, który przemija. Czy go tracę? Czy nie powinnam inaczej go spędzać? Na byciu w domu z dziećmi, bo tylko raz są małe? Na pracy, własnym rozwoju, nauce, podróżach? Nie każdy jest typem rodzica nomady zabierającego dziecko wszędzie i zawsze, umiejącego odnaleźć się w puszczy, na morzu, gdzieś z dala od domu. Nie każdy jest typem rodzica umiejącego pogodzić pracę z wychowaniem. Nie każdy chce to godzić. Mówią, że zawsze jest coś kosztem czegoś. Nie można być wszędzie na sto procent. Można?

Dziś często męczy nas — mamy to pytanie. Czy czegoś nie tracimy?

Dla kobiet, które decydują się pozostać z maluchami w domu — Czy będzie do czego wracać po macierzyńskim lub wychowawczym. Czy ktoś nie zajmie naszego miejsca, bo młodszy, bo się nie zatrzymuje, bo jest dostępny, podczas gdy my wychowujemy dzieci. To nic nie znaczy, że kobieta zajmująca się domem jest świetnym organizatorem, logistykiem, negocjatorem. Po prostu fighterem — wojownikiem! Kimś, kto się nie daje, kto daje z siebie codziennie 100%, kto robi milion rzeczy naraz, kto codziennie oddaje siebie innym. Nie da się tego wpisać do CV, bo tam zawsze będzie luka. Dziura, puste miejsce.
Dla tych z nas które decydują się pracować — czy na pewno nie tracę czegoś ważniejszego? Czy nie powinnam inwestować swego czasu i energii w bycie z dziećmi i towarzyszeniu im co dnia, wspieraniu ich rozwoju, cieszeniu się nimi. Czy czegoś nie przegapię? To nic nie znaczy, że ta kobieta pracuje, by dzieciakom było w przyszłości lepiej, by nie istniały bariery finansowe dla rozwoju ich pasji. To nic, że jest fighterem – wojownikiem żonglującym obowiązkami z precyzją i troską o wszystkie elementy.

Wiele z nas zadaje sobie te pytania. A odpowiedź jest jedna. Nie jesteśmy takie same. Co innego służy nam jako kobietom, co innego naszej rodzinie. Musimy szukać po swojemu, próbować, sprawdzać i na końcu decydować. Na co możemy sobie pozwolić, co wolimy zrobić, czym się kierujemy, na co stawiamy, czego się boimy i czego się nie boimy.
A Ty, na co się decydujesz?

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

15 komentarzy

  1. Pracowałam długo i ciężko, wiecznie w nadgodzinach „bo źle organizujesz sobie czas pracy” – słyszałam, ale pracowałam. Kiedy przyszedł czas na dziecko, wiedziałam, że nie pogodzę pracy z rodzicielstwem. Nigdy nie będę mamą w 100% i radcą prawnym w 100%, a chciałam być mamą na pełen etat i tylko mamą. Dzisiaj jestem mamą dwóch cudownych dziewczynek i od czterech lat nie jestem aktywna zawodowo, aktualnie na wychowawczym. Czy brakuje mi pracy – NIE, czy brakuje mi adrenaliny z nią związanej – NIE, przy dzieciach mam jej wystarczająco dużo. Czy zamierzam być aktywna zawodowo – TAK. Kiedyś nadejdzie czas na dalszy rozwój zawodowy. Może nie będzie wtedy lekko, ale jak byłam „na fali”, też nie było łatwo. Nie żałuję swojej decyzji, nigdy nie będę, bo tego co dają mi dzieci, nikt, nigdy i nigdzie mi nie zrekompensuje. Decyzja o rezygnacji z pracy nie była trudna, myślę, że była we mnie już bardzo długo. Niemniej jednak ważne jest to, że moja decyzja nie była całkowicie samodzielna, mogłam ją podjąć dzięki pomocy i wsparciu męża. I najważniejsze nie wyobrażam sobie być w tej chwili w innym miejscu, w innym czasie i w innej roli. Stąd wiem, że podjęłam dobrą decyzję;)

    1. Ksenia – dzięki za ten komentarz 🙂 Dawno nie słyszałam kogoś, kto z takim przekonaniem opowiadał o swoich wyborach! Wspaniale, że jesteś z nich zadowolona i że miałaś możliwość zrobić to, co w danym momencie liczyło się dla Ciebie najbardziej! To bardzo ważne mieć oparcie w bliskich osobach. Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci, by powrót do pracy, kiedy przyjdzie na niego czas, okazał się łatwiejszy niż się spodziewasz. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

      1. Dziękuję za te słowa 😍😍😍. Również pozdrawiam Cię serdecznie 😊.

  2. To są bardzo trudne życiowe decyzje! Z jednej strony chcemy jak najlepiej dla swojego malucha, ale z drugiej strony nie możemy też zapominać o sobie. W konsekwencji jeżeli całkowicie zrezygnujemy na długie lata z pracy zawodowej, możemy mieć w przyszłości problemy z utrzymanie rodziny i zapewnieniem dziecku odpowiedniego wychowania. Potrzebny jest zatem złoty środek! Każda z nas znajdzie go w innym miejscu 🙂

    1. Dokładnie tak 🙂 Decyzje trudne i jednocześnie kluczowe! Znalezienie złotego środka wydaje się idealnym rozwiązaniem, niektórzy potrzebują na to więcej, inni mniej czasu, ale to zawsze wysiłek i próby. Wszystko dla dobra dzieci i rodziców czyli całej rodziny 🙂

  3. Czasem siedząc w pracy tęsknię za swoimi dziećmi. Jednak po powrocie do domu wiem, że nie dałabym rady wytrzymać z nimi bez pracy 🙂

    1. Znam to uczucie! Nie da się być jednak w tym samym czasie w dwóch miejscach. Może – niestety, a może – to dobrze😊 rodzicielstwo to ciągłe wybory i decyzje😄

    2. kuzynka, która ma dwoje dzieci rok po roku wróciła do pracy dopiero jak młodszy poszedł do przedszkola. i ostatnio mi powiedziała, że dopiero wtedy zaczęła się cieszyć z macierzyństwa, jak mogła od nich odpocząć, zatęsknić za nimi i ucieszyć się z ponownego spotkania po tych kilku godzinach 🙂

      1. Te spotkania są naprawdę wyjątkowe 🙂

  4. Z mojej perspektywy warto po rodzicielskim warto dać dziecko do przedszkola. Dużo się tam uczy z innej perspektywy niż z mamą w domu. A jak się wraca do tej samej pracy to w CV dziury nie widać 🙂 i też to przecież tylko rok 🙂

    1. u mnie sprawa jest trochę bardziej skomplikowana 🙂 urodziłam dziecko kończąc studia, nie mam żadnego doświadczenia zawodowego, a mam wykształcenie w bardzo dynamicznie rozwijającej się branży. moje dziecko ma w tej chwili rok i dwa miesiące. chciałabym się zdecydować na kolejne, ale boję się, że po takim czasie nikt mnie do pracy nie przyjmie, bo będę za bardzo w tyle, już teraz wielu rzeczy ze studiów nie pamiętam i długo muszę siedzieć, żeby zrobić coś co kiedyś robiłam bez kiwnięcia palcem. jednocześnie boję się, że jak teraz pójdę do pracy (a podejrzewam, że będę musiała zacząć od praktyk/stażu) to zanim będę miała umowę na czas nieokreślony, żeby mieć możliwość pójścia na macierzyński to minie dobre kilka lat. poza tym im mniej dzieci tym łatwiej o kredyt na mieszkanie, a my w dalszym ciągu nie wiemy czy chcemy zostać w obecnym miejscu, czy wrócić w rodzinne strony. chciałabym zostać chociaż do czasu urodzenia wszystkich dzieci, bo szpital, w którym rodziłam był fantastyczny, a w moim mieście nie znam kobiety od kilkudziesięciu lat, która wspominałaby dobrze pobyt na porodówce. no i tak naprawdę wszystko sobie przeczy i wprowadza mnie w stan, w którym nie umiem znaleźć dobrego rozwiązania 😉

      1. Oj te decyzje! wszystkie trzeba podjąć, ale nie ma się pojęcia od której zacząć! Znam sama wiele kobiet, które nie decydują się na dziecko, bo nie mają umowy na stałe, albo takich, które nie decydują się na pracę w zawodzie, ponieważ nie mogą pozwolić sobie na pensję typową dla czasu stażu lub praktyk. Jest też mnóstwo innych kobiet, które czekają z decyzją o dziecku dopiero jak osiądą w wybranym miejscu, będą miały swoje miejsce na ziemi i będą pewne, że tam właśnie chcą dzieci wychowywać. A gdy chodzi o rodzenie dzieci, to i również szpital ma wielkie znaczenie! Chciałoby się rodzić tam, gdzie czujemy się bezpiecznie. Dla mnie rozwiązaniem przy takim natłoku spraw jest trudne lecz konieczne ustalenie priorytetów, czy to jest dziecko, które chcę mieć właśnie teraz, czy rozpoczęcie pracy, czy może przeprowadzka. Sama wiem, że nie jest to łatwe, ale czy ktoś mówił, że będzie łatwo? 🙂 Z mojej strony życzę Ci Aga powodzenia i daj znać jaką decyzję podjęłaś 🙂 Bardzo jestem ciekawa! Pozdrawiam serdecznie 🙂

        1. dam znać, ale może to trwać kilka lat, także nie zdziw się jak za kilka lat ktoś skomentuje ten wpis, o którym pewnie zdążysz zapomnieć 😀 ja właśnie mam taką przyjaciółkę, która ma dwuletni staż małżeństwa, prawie roczny staż pracy, ogromne marzenie dziecka i wciąż czeka na umowę na czas nieokreślony, bo z pensji męża się nie utrzymają. i bardzo jej współczuję, bo widzę jak ona się z tym męczy i jak jest jej źle z tym, że czas leci, a ona ciągle czeka i czeka i nie wie czy w ogóle się doczeka. ja mam to szczęście, że mój mąż dobrze zarabia, więc praktyki czy staż za jakąś małą kwotę (bo za darmo to bez przesady) nie byłoby dla mnie problemem. moje studia były bardzo ciężkie, dużo na nie poświęciłam, a jednocześnie są w pełni zgodne z moimi zainteresowaniami i jeśli mam iść do pracy to tylko w zawodzie, nie biorę innej opcji pod uwagę. no i tak już jakiś czas się bujamy z tym ustalaniem priorytetów, rozmawiamy dużo i mniej więcej za każdym razem zmieniamy zdanie 😛

          1. Mama ma moc! says:

            Znam to! co wieczór inny pomysł 😉 Praca w zawodzie zgodnym z zainteresowaniami to marzenie! Warto walczyć, próbować, sprawdzać, a na końcu pojawi się decyzja 🙂 Czasem trzeba na nią poczekać, życzę wytrwałości!

    2. Jeśli ma się jedno dziecko lub dzieci w dużym odstępie czas, to faktycznie jest to rok 🙂 A jeśli nie, to kolejne decyzje czekają do podjęcia 🙂 A do przedszkola dzieci idą w wieku trzech lat 😀 I rację masz, że przedszkole to fajne miejsce, maluchy dużo się tam uczą, mają kontakt z innymi dziećmi, a mama może wrócić do pracy, jeśli oczywiście ma gdzie wracać, bo co jeśli nie miała umowy na stałe? Wiele jest perspektyw, historii i każdy ma inne priorytety, a mama jak to mama, chce naturalnie dla swojego malucha jak najlepiej (i dla siebie też ;)) Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz