Wypalenie zawodowe u mam

Wypalenie zawodowe u mam to temat, którego nie porusza się często. Wszyscy wiemy, że wypalenie zdarza się u osób pracujących np. w korporacjach. Nie wszyscy jednak wiemy i rozumiemy, że zdarza się również u kobiet zajmujących się dziećmi i domem. Nie dajemy im do tego prawa.

Wypalenie zawodowe u mam.

Pojawiają się głosy, które twierdzą, że zajmowanie się domem i dziećmi pracą nie jest, przyjmijmy więc, że wypalenie może dotknąć każdego, kto wykonuje codziennie nałożone na niego obowiązki, spotyka się z sytuacjami wymagającymi wiedzy, szybkiej reakcji, zachowania zimnej krwi, a także sytuacji nowych, niestandardowych, do których musi się dostosować i z których musi znaleźć rozwiązanie. Stara się wykonywać swoje obowiązki dobrze, nikogo nie zawieść i się nie skarżyć. Nikt przecież nie biegnie do swojego szefa z pretensjami, że nie daje sobie rady z ilością spraw, które musi załatwić, że mu za ciężko czy, że nie chce czegoś robić. Praca to praca, wykonujemy ją najlepiej, jak umiemy i chcemy być za to doceniani.

Wypalenie zawodowe u mam to wynik stresu.

To poczucie zrezygnowania, braku satysfakcji z wykonywanego zajęcia. Brak chęci do dalszego rozwoju, brak motywacji. Według Christiny Maslach składają się na nie 3 elementy:

  • wyczerpanie emocjonalne: poczucie pustki, brak sił wywołane nadmiernymi wymaganiami psychologicznymi i emocjonalnymi, jakie stawiała przed kimś jego praca lub które sam sobie stawia, a są większe niż jego własne możliwości
  • depersonalizacja: poczucie bezduszności, bezosobowości, cyniczne patrzenie na innych ludzi, obniżenie wrażliwości wobec innych
  • obniżenie oceny własnych dokonań: poczucie, że w pracy marnujemy swój czas i wysiłek.

Dzień jak co dzień.

Spójrzmy na taką sytuację: mama zajmuje się domem i dziećmi cały dzień, odwozi i zawozi do placówek, bawi się na dywanie, udaje świnkę Peppę i jej brata Georga na przemian, gotuje obiad, sprząta, robi pranie (nie znam mam, które choć jednego nie muszą dziennie zrobić). Podają, odkładają, rozsądzają dziecięce spory, dyskutują, negocjują. Często nie śpią również w nocy. Ogólnie rzecz ujmując, są na każde zawołanie, obojętnie czy chodzi o pomoc w toalecie, w nauce rymowanki czy karmienia papką rozpryskująca się po kuchni z powodu słodkiego i nieplanowanego kichnięcia młodej latorośli.

Mama nie jest robotem.

Niestety, gdy dopada ją wypalenie zawodowe, takim robotem może się stać. By zachować wystarczające zasoby do wykonania niezbędnych obowiązków, zaczyna być emocjonalnie niedostępna dla swoich dzieci, głucha na ich lamenty i krzyki. Odcina się. Taka mama, gdy partner przychodzi do domu, może powiedzieć np.: nic do mnie nie mów, o nic nie pytaj, daj mi robić to, co muszę. A w przypadku pytań o to, skąd ten humor, wyrażonych nawet z autentyczną troską, gotowa jest wybuchnąć płaczem lub zacząć krzyczeć, bo wlewa się z niej wszystko, co próbowała tak długo w sobie utrzymać. By nikogo nie zranić. Pytania nie zawsze są dobre, czasem lepiej jest przytulić i zrobić herbatę. Zdarza się także, partner w dobrej nawet wierze zaczyna przedstawiać swoją wersję wypełniania obowiązków, plan naprawczy i dobre rady, które nie mają szansy być dobre. Dlaczego? Pewne sytuacje trzeba przeżyć samemu, a niektóre są tak jednostkowe, że żadne słowa nie oddadzą ich skomplikowania i emocji, które się z nimi wiążą. Jeśli cię nie ma, nie wiesz, o czym mówię — tak czują mamy, które borykają się z nadmiarem. Nadmiarem obowiązków, wymagań stawianych jej przez osoby z zewnątrz, ale i przez nią samą.

Skąd te wybuchy?

Wypalenie zawodowe u mam objawia się często wybuchami agresji. Powodów tych wybuchów jest wiele, a cierpią na tym dzieci, nasza relacja. Gdy krzyczymy mamy wyrzuty sumienia. Gdy mamy wyrzuty sumienia, próbujemy się usprawiedliwiać, a kiedy się usprawiedliwiamy, nie mamy szans, by zmienić nasze zachowanie. Zmiana bowiem ma szansę pojawić się tylko wtedy, kiedy zajrzymy w głąb siebie i sprawdzimy, co naprawdę powoduje nasze wybuchy. To pierwszy krok.

Odpowiedzialność vs. poczucie winy.

Weźmy odpowiedzialność za to, co robimy i mówimy. Poczucie winy możemy sobie odpuścić. Te pojęcia nie są tożsame. Gdy bierzemy za coś odpowiedzialność, uświadamiamy sobie nasz wkład w daną sytuację. Gdy mamy poczucie winy i tego się trzymamy, to pozwala nam się pozbyć odpowiedzialności. Inni, mąż, dzieci mają wtedy tendencję do umniejszania tego, co robimy. Gdy zdarzy nam się krzyknąć, mówią, że nic się nie stało. A stało się i musimy zauważyć, jak wielki mamy w tym wszystkim udział.

Mama na skraju przepaści.

To mama wyczerpana swoimi obowiązkami. Musi być zawsze na wszystko gotowa, dostosowywać się do wciąż zmieniających się warunków, nadążać ze wszystkim, odpowiadać na potrzeby innych i być przy tym czuła i uśmiechnięta. Do tego dokłada się brak wdzięczności, nawet na słowo „dziękuje” próżno czasem czekać. Nie od tego ma urlopu, a szefowie to małe brzdące wymagające uwagi na 100%. Wiele jest zabawnych historyjek dotyczących tego, że szef ma dwa lata, a trzeba go nosić na rekach. Tak jednak jest naprawdę! Od bycia mamą nie ma odwrotu. A to, co wykańcza najbardziej, to brak możliwości powiedzenia: stop, nie chcę, moje dzieci są okropnymi wrzaskunami i wcale nie mam ochoty spełniać ich zachcianek. Jak można by tak powiedzieć? Przecież dzieci są słodkie, cudowne i tak wiele osób walczy o to, by je mieć. Jak więc mam czelność się w ogóle skarżyć i narzekać. Inni mają gorzej!

Syzyfowa praca.

Taka jest praca mamy. Nie ma końca i nie ma spełnienia, które nadaje pracy sens, dodaje energii i skrzydeł. Bez tych skrzydeł i tej energii wręcz niemożliwe jest wykonywanie swych obowiązków dobrze i z chęcią. To, z czym stykają się mamy na co dzień, to kolejka górska bez trzymanki. Dzieci są nieprzewidywalne. Kiedy wydaje się, że są nakarmione przebrane i byłaby chwila na to, by usiąść, nagle pojawia się krzyk niezadowolenia, wylane picie, kupa w pieluszce czy o zgrozo wysypka. Nie mówiąc już o tym, że mama nie dostaje za swą pracę zapłaty. Każdy chce być doceniony. I to nie tylko w dniu Matki. Brak zapłaty wiąże się często z tym, że wykonywanie obowiązków matczynych uważane jest zwyczajne za powinność mam. Wypalenie zawodowe u mam zdarza się naprawdę często.

Błędy się zdarzają.

A co kiedy mama się pomyli? Czy mamy w ogóle mogą się mylić? Nikt nie daje im tego prawa. Nie umiesz karmić piersią? Jak to? To przecież takie naturalne. Nie wysypiasz się w nocy, bo maluch cię budzi? Jak to? Przecież możesz spać, kiedy on śpi (każda mama wie, że to prawie niewykonalne). Nawet pani przedszkolanka patrzy krzywo, kiedy matka przynosi banana zamiast jabłka na projekt moje śniadanie. Czy tak trudno zapamiętać, że chodziło o jabłko? No właśnie.

Każdy potrzebuje wsparcia.

Mama także. No ale przecież jest ojciec dziecka. Czuły, troskliwy mąż lub kolejny domownik do obsłużenia. Albo pan od dobrych rad. Albo pan — muszę pędzić na siłkę, mam zawody, albo zwyczajnie zwariuję od tego wrzasku. Co by ktoś pomyślał o mamie, która w tej samej sytuacji idzie na siłkę? Halo, kto jest tutaj mamą? Chyba nie powinnaś mieć dzieci.

Zosia samosia bez zasobów.

Czasem mama za punkt honoru postanawia dać sobie ze wszystkim radę. Nie potrzebuje pomocy do sprzątania ani teściowej, która chętnie by się zajęła którymś dzieckiem. Jak to, ja nie dam sobie rady? Inni sobie jakoś dają, a Mariola z drugiego piętra, to ma nawet na paznokciach hybrydę!

I tu dochodzimy do podziału obowiązków.

Im więcej mama ma na głowie, tym mniej ma zasobów do bycia troskliwą, kochającą i cierpliwą mamą. A mama bez zasobów, to mama, która mówi rzeczy, których nigdy nie chciałaby powiedzieć. To mama, która czasem za mocno złapie małą rączkę. To mama, która płacze w poduszkę, że taka jest beznadziejna. Nierówny podział obowiązków utrudnia okazywanie miłości, a czasem powoduje oddalenie emocjonalne od swoich dzieci. Oddalenie, dzięki któremu jest w stanie wykonywać te obowiązki, które musi. Umyć, posprzątać, ugotować, uśpić. Zawieźć do lekarza i przeczytać bajkę na dobranoc.

Poczucie niesprawiedliwości.

Mamy niszczy poczucie niesprawiedliwości. To ono najbardziej je dotyka. I to, że nikt jej nie widzi. Stereotypy robią swoje, a partnerzy zbyt mocno do nich przywiązani są nawet w stanie umniejszać pracę żony, obwiniać ją i upokarzać. Przecież jest mamą, a sobie nie radzi.

Co czuje wtedy mama? Gniew. Kto chce mieć mamę, która ciągle się gniewa?

I właściwie nie wiadomo dlaczego? A dzieci na tym cierpią.

Mama, która nie ma wsparcia, wpada w stan depresyjny, obowiązki wykonuje wolniej, gorzej, zaczyna w siebie wątpić. A potem są już tylko krzyki, przemoc, ból po każdej ze stron.

Wypalenie zawodowe u mam i ojców.

Czy taki scenariusz dotyka tylko mamy? Badania mówią, że kiedy to tatusiowie zostają w domu, by zajmować się dziećmi, przechodzą przez to samo.

Nikt nie chce być niewolnikiem na usługach dziecka, a wyczerpany rodzic właśnie tak to postrzega.

Na koniec.

Kiedy wyczerpana mama podnosi na dziecko rękę to winę za to ponosi całe społeczeństwo – tak twierdzi Isabelle Filliozat. Wypalenie zawodowe u mam nie jest sprawą wyłącznie kobiet.

A jakie jest Wasze zdanie ?

 

Isabelle Filliozat „Nie ma rodziców doskonałych”

Cieszę się, że czytasz. Udostępnienie lub komentarz jeszcze bardziej mnie ucieszą :)
Dziękuję pięknie!

9 Replies to “Wypalenie zawodowe u mam”

  1. Oj, jak ja to znam… Entuzjazm, który powoli wypala, chciałoby się lepiej, a jest głównie gorzej, bo wieczna irytacja najmniejszymi drobiazgami… Dlatego niestety, dom często wygląda jak po wojnie, gary stoją niepozmywane, pranie się piętrzy – ale już wolę ten bałagan w domu niż bałagan w głowie 😉

    1. Zawsze lepiej mieć bałagan w domu niż w głowie – racja 🙂 Ta irytacja jest faktycznie okropna – niby nic, a wszystko potrafi wyprowadzić z równowagi. Dlatego warto dać sobie chwilę oddechu. Po każdej pracy musi przyjść czas na regenerację. <3

  2. Myślę, że wiele zależy od naszego momentu w życiu w którym decydujemy się na dzieci. Ja w tej chwili jestem z drugim dzieckiem w domu i jestem przeszczęśliwa i nie zamieniłabym się z nikim! Pierwszą córkę wychowywałam ganiając za firmą, za zleceniami, za klientami, nie poświęcałam jej tyle czasu ile chciałam. Teraz to sobie rekompensuję.
    http://www.majciakombinuje.pl

    1. Cześć Sandra! Dobrze to rozumiem, ja przy pierwszym dziecku też byłam zabiegana. Dużo zależy od czasu, od tego kogo mamy obok, ale i od naszej dojrzałości. Czas płynie, niektóre rzeczy się zmieniają, inne nie. Mamy nowe priorytety, co innego staje się ważne, na co innego możemy sobie pozwolić. Dlatego mamy powinny się wspierać, a nie oceniać <3 Łączy nas przecież, jak nic innego, miłość do naszych maluchów i starania, by były szczęśliwe. <3

    2. Dokładnie mam to samo. Z pierwszą córką szybko szybko, powrót do pracy, butelka, słoiki. Z młodszą jestem w domu, karmię piersią, wstaję w nocy, sama gotuję i jaram się każdą chwilą. Przez ten pryzmat widzę, co straciłam u starszej. Zmęczenie? Bywa, ale mam coś swojego, co robię i mąż mnie wspiera np. zajmując się dziećmi bym mogła realizować swoją pasję. Mama cele, marzenia, które realizuję. Mam też pod opieką tatę chorego na raka, także bywa poligon domowy, kto nie dotknął tematu opieki nad chorym nie wie. Pamiętam też o dzieciakach z Domu Dziecka, szpitala itp. Jednakże pamiętam też o sobie, to bardzo ważne, bo póki pamiętamy w tym zgiełku o sobie i swoich potrzebach nic żadna rutyna codzienności nas nie złamie. Pewnie, czasem upadam, bo kto nie upada, ale podnoszę się, otrzepuję i idę dalej :).

  3. To już wiem, jak to się nazywa… Ale u mnie dużym wsparciem był mąż i nie doszło do dużego „wypalenia zawodowego”. W porę poszłam… do pracy. I to dało mi dużo.

    1. Mąż, który wspiera i rozumie to skarb 🙂 Tak bardzo jesteśmy, jako mamy, skupione na dzieciach i ich potrzebach, że nasze gdzieś umykają, a wypalona i zmęczona mama, to również mama cierpiąca. Wielu mamom, to praca daje właśnie wytchnienie <3

  4. Moje zdanie jest takie, że mój mąż jest w tej kwestii jest jak reszta społeczeństwa i uznałby, że tak ma być i to normalne :/ Grrr

    1. Hej! Tak niestety myśli większość i to nie tylko mężczyzn, społeczeństwa w ogóle. Dlatego sądzę, że trzeba z tym walczyć i może powoli to się zmieni. Bez udziału mam, zawsze będzie tak, jak dzisiaj.

Dodaj komentarz